• Wpisów: 12
  • Średnio co: 84 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 23:00
  • Licznik odwiedzin: 1 957 / 1094 dni
 
bitwaotantone
 
Bitwa o Tantone: Aiko pocierając dłońmi oczy wstała z łóżka. Nie było dość wygodne, by porządnie się wyspać, jednak dziewczynie ten odpoczynek wystarczył.
- Dzień dobry, Ian - zwróciła się do łóżka leżącego po drugiej stronie pokoju. Gdy spojrzała na mebel zauważyła, że nikogo tam nie ma. – Ian?! – Szybko rozejrzała się po pokoju, jednak nigdzie nie dostrzegła chłopaka. – Może poszedł się przejść – próbowała się uspokoić. Otworzyła drzwi małej windy towarowej, gdzie czekała na nią ciepła herbata, oraz kanapka. Wszystko było na białej tacy, którą czarnowłosa Aiko wzięła i położyła na stole, gdy usiadła obok niego, na krześle. Podniosła jedną kromkę, by sprawdzić co jest w środku kanapki. Poczuła zapach sałaty oraz sera zmieszany z zapachem szynki.
- Dziś piątek, tak? – spytała sama siebie zdejmując mięsno na talerz, na którym leży także kanapka. Podniosła ją i zbliżyła do ust. Poczuła cały jej aromat oraz przyprawy, którymi została doprawiona.  – Przynajmniej mają tu smaczne jedzenie – przyznała, gdy zatopiła swoje zęby w kanapce. Najbardziej poczuła smaczny, ciepły, żółty ser. Ponieważ jej to zasmakowało jedzenie szybko zniknęło, a dziewczyna wzięła się za napój. Gdy wypiła pierwszy łyk poczuła mocno maliny. Herbata malinowa – to z pewnością było tym, co wypiła dziewczyna. Rozkoszowała się smakiem ciepłego napoju, który ją rozgrzewał. Prawie całkowicie zapomniała o swojej prawdziwej sytuacji, w której się znajduje. Jedyne co przytrzymywało ją do nie odpłynięcia do obłoków był brak Iana  w polu widzenia Aiko. Także bardzo martwiła się o Haruhiko, który mógł źle znieść rozłąkę z nią. Odstawiła kubek, gdyż wreszcie ujrzała jego dno. Właśnie w tej chwili do jej pokoju przyszedł niskiego wzrostu mężczyzna z długą brodą oraz okularami, które były bliźniaczo podobne do tych, które nosił ojciec Iana.
- Gdzie jest tamten mężczyzna? – spytała dziewczyna za nim człowiek zdążył o cokolwiek zapytać.
- Odpoczywa… - swoją głowę przekrzywił patrząc po części na Aiko, a po części na podłogę. - …w spokoju.
- Nie żyje? – spytała prawie rzucając się mężczyznę posiadającego brodę.
- Nie zostałem upoważniony na odpowiedź na to pytanie.
- A co z Ianem? Wróci jeszcze kiedyś?
- Nie. Ale myślę, że jeszcze kiedyś się zobaczycie. Będzie na ciebie czekał. – Dziewczyna przytaknęła smutno rozumiejąc, że mężczyźnie prawdopodobnie chodzi o to, że obaj zginęli. Aiko skierowała swoją głowę w dół. Zamknęła oczy i pogrążyła się w ciemności. Przeszyła ją straszna myśl, że to ona jest temu winna. Przecież nie musiała tyle wiedzieć o Ianie. Chciała go wymazać z pamięci, ponieważ uczucie winy ciążyło jej na sercu. Moment wspominania ich przerwał brodaty człowiek.
- Przyszedłem tu żeby zaprowadzić cię na spotkanie z twoimi przyjaciółmi. „Spotkanie? Co burmistrz tym razem wymyślił?” pomyślała czarnowłosa.
- Dobrze – odpowiedziała obojętnie i poszła jasnym korytarzem. Liczne lampy o białym świetle, bądź podobnym, mieniły się, gdy postacie zmierzały w głąb korytarza.

Przy  stole panowała obojętna atmosfera. Wszyscy, oprócz Tetsu zachowali poważne miny. Z tym, że w oczach Mako można było ujrzeć nutkę niepewności.
- Mhm – mruknął znudzony Shiba. – Domyślam się, że nic u was się ciekawego nie dzieje.
- Nie dzieje? – spytał Tetsu lekko zirytowany tym, że czerwonowłosy nie zauważył jego szczęśliwej miny.
- Tak, nie dzieje – powtórzył. – Mam nadzieję, że skład naszego zespołu się nie zmienił.
Blondynka zdawała się mieć wątpliwości, a Rika nie dawała po sobie znać, że zdradziła resztę.
- Mako, chciałaś coś powiedzieć? – spytał spoglądając uważnie na twarz dziewczyny. Popatrzyła nieśmiało w dół.
- N-Nie…
Pomimo, że zaprzeczyła reszta domyśliła się, że zdecydowała się opuścić grupę.
- Nie rozumiem… - podrapał się po głowie Tetsu z zamyśleniem. - …Jak mógłby się zmienić? – Mako spiorunowała go wzrokiem. Myślała, że zdecydował się od nich odejść w pełni świadomie.
- Ten… - powstrzymał się w ostatniej chwili Shiba. – Burmistrz chce nas rozłączyć. Dlatego proponował nam „kuszące” propozycje.
- Czyli jeśli ktoś z nas ją przyjął to nie jest już w rebeliantach? – zapytał brunet z lekkim strachem.
- Tak, to zdrajca – odpowiedział chłodno. Te słowa przeszyły Tetsu.
- „Zdrajca” – pomyślał. – Czyli jestem zdrajcą?
Natychmiast postanowił zaprzeczyć, bo wie, że ten przydomek nie daje się nikomu dobremu.
- Zdrajca?! – odezwał się z oburzeniem. – To tylko przyjęcie lepszej propozycji i bycie na lepszej pozycji.
- Mylisz się – podniósł głos. – Ten kto obiecuje być oddanym nie przechodzi z dnia na dzień na inną stronę. Ta osoba to zdrajca! – wykrzyknął dając największy nacisk na ostatnie słowo.
- To nie zdrada. To przyjęcie lepszej pozycji – powiedział ostro zbliżając się do chłopaka, jakby miał go uderzyć. – Zresztą po co mi uświadamiać tobie co powinno się zrobić. I tak was rozstrzelam – zaczął się strasznie śmiać. Śmiech ten przypomniał śmiech psychopaty. Zaczął dziwnie się patrzyć na Shibę po czym popchnął go mocno na ziemię. Postawił na nim nogę i powiedział:
- My zawsze będziemy nad wami górować. A ktokolwiek się sprzeciwi skończy tak jak on.
- Ja się sprzeciwiam – dodała po chwili stanowczo Aiko, po czym wstała z krzesła.
- I ja – Haruhiko postawił jej przyjacielsko rękę na ramieniu przedtem wstawszy z drewnianego mebla.
- Ha ha ha! – zaczął się przeraźliwie śmiać. – Nic mi nie zrobicie.
- Zrobimy – odezwał się odważnie białowłosy chłopak i chwycił Tetsu za koszulę. – Więc lepiej się uspokój – powiedział i poluzował lekko uścisk.
W tym czasie Aiko pomogła wstać Shibie.
- T-Testu… - cicho odezwała się Mako niepewnie bawiąc się swoimi włosami.
- Nie zawracaj mi głowy, mała – w tym czasie Haru znów mocniej chwycił chłopaka.
- To twoja siostra – zwrócił się do niego ostro. – Przynajmniej dla niej bądź miły.
Gdy jasnowłosy chłopak opuścił swoją rękę przestając trzymać Tetsu, ten natychmiast poruszył rękę próbując uderzyć go w twarz. Lecz Haru spodziewał się tego, więc złapał jego rękę i powiedział stanowczo „Spokój”.
- To tyle – znów się odezwał. – Idę.
Za Haruhiko popędziła czarnowłosa dziewczyna. A kiedy chłopak zwolnił krok, ta ledwo na niego nie wpadła.
- Wreszcie sami, co? – powiedział uśmiechając się do niej.
- Nareszcie… - odetchnęła ze spokojem. Niestety ta chwila nie trwała długo, gdyż zaraz po tym zabrali ich do osobnych pokoju.
- Do zobaczenia! – krzyknął w pośpiechu jasnowłosy.
- O ile jeszcze nastąpi – przytaknęła w odpowiedzi.

Reszta także się rozeszła. Jedynie brązowowłosa Rika została i stukała palcami o stół. Z daleka wyczuła odór prezydenta, pana Chena.
- Czemu ich jeszcze nie zabiłaś? – spytał stanowczym tonem kładąc dłonie na stole.
Przypatrywał się twarzy dziewczyny próbując w niej wyczytać co Rika chce teraz powiedzieć. Ta podniosła się z krzesła i popatrzyła się uwodzicielsko na Andelu. Przejechała dłonią po jego plecach nie odwracając wzroku z jego oczu.
- Jeszcze nie, czekam na moment, który będzie odpowiedni
Kiedy prawą dłonią położyła swój palec na jego ustach uciszając go, jednocześnie wyjmowała coś z kieszeni spodni. Mężczyzna pomimo, że chciał zaprzeczyć i powiedzieć, że teraz był odpowiedni moment, poczuł się przez Rikę uspokojony i zrelaksowany. To był dar tej dziewczyny. Mogła idealnie zwrócić czyjąś uwagę na jednej rzeczy, a w tej chwili robiąc nie zauważenie drugą rzecz. Kiedy znalazła odpowiedni przedmiot w kieszeni szybko go wyjęła i ukradkiem zamachnęła się celując nożem w serce prezydenta.
- Nie tak prędko – odpowiedział jej ostrym tonem łapiąc rękojeść broni.  – Myślałaś, że z łatwością mnie uwiedziesz, a później zabijesz?
Z każdym słowem przybliżał się coraz bardziej do szatynki. Ta lekko zdezorientowana wspięła się na stół i zaczęła się rozglądać za innym wyjściem. Mężczyzna zauważając to odparł:
- Z tego pokoju jest tylko jedno wyjście, nie musisz się o to martwić – uśmiechnął się do niej drwiąco.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków