• Wpisów: 12
  • Średnio co: 86 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 23:00
  • Licznik odwiedzin: 1 993 / 1127 dni
 
bitwaotantone
 
Bitwa o Tantone: Czerwonowłosy spojrzał ostro na burmistrza jak na największego swojego wroga.
- Przepraszam, ale nie jestem zdrajcą. Niech pan poszuka sobie kogo innego – odpowiedział na prośby Chena.
- Shiba, jesteś wspaniałym przywódcą przydałbyś się mi. Nie rozumiesz jak bardzo cię potrzebuję!
- Mylisz się, rozumiem. Ale wszelkie prośby i słodzenie mi nic nie da, więc niech pan nie marnuje na mnie czasu.
- W takim razie wyjdź, jeśli tak uważasz. Za drzwiami czeka ktoś kto cię odprowadzi do twojego pokoju. – Shiba skinął lekko głową i wstał.
- Do widzenia – pożegnał się stanowczo i wyszedł.
- A jednak są tu trudne sztuki, takie jak tamci dwaj. Ale na pewno istnieje sposób na ich przekonanie… - pomyślał burmistrz i przez swój zegarek wysłał wiadomość swojemu słudze, by przyprowadził tu Haruhiko. Wyciągnął z małej windy kubek kawy. Wypił łyk po czym odstawił ją na stół witając się z chłopakiem, który niepewnie wszedł do środka. Haru usiadł na krześle również witając się z burmistrzem.
- Wiesz kim jestem, prawda? – spytał Chen.
- Tak – odparł próbując się rozluźnić kładąc ręce na kolana.
- Mam dla ciebie propozycję – zaczął.
- Nie – zaprzeczył ze zdecydowaniem. – Jesteś głupcem myśląc, że twoi wrogowie zawrzą z tobą umowę. Więc powinieneś sobie odpuścić.
- Zanim wyjdziesz, posłuchaj, bo ja… - na chwilę przerwał, by wzbudzić nie pokój. - ...Nie wiesz kim są twoi rodzice, mam rację? Nigdy ich nie widziałeś, co? – Chłopak spojrzał w dół wyraźnie zasmucony wspominaniem o jego rodzinie, której nigdy nie miał. Przytaknął kiwając głową, którą nadal miał opuszczoną. – Ja ich znalazłem, oni żyją. Pewnie chcesz się z nimi spotkać, prawda? – Chłopak spojrzał na niego ze zdziwieniem i nadzieją, a później znów opuścił głowę i dodał:
- Nie mam ochoty na twoje gierki. Wiem, że oni już dawno nie żyją.
- Ależ żyją! Jak zgodzisz się na moją propozycję to się z nimi spotkasz, obiecuję!
- Skąd mogę wiedzieć, że mówisz prawdę i czy dotrzymasz słowa? Wolę już nigdy ich nie poznać, niż zdradzić ludzi, którzy na mnie liczą. Zrozumiesz to wreszcie?
- Ależ z ciebie uparty chłopak. Naprawdę nie chcesz spotkać swojej rodziny? Oni tam na ciebie czekają, i liczą, że przyjdziesz…
- Możesz powiedzieć wszystko, ale to nie znaczy, że nie kłamiesz. Nawet łzy da się udawać. Nie wierzę ci. W dalszym ciągu się nie zgadzam i chcę, żebyś wiedział, że nigdy tego nie zrobię.
- Haruhiko… - Pan Chen położył dłoń na ramieniu białowłosego chłopaka. - …Wiem, że to dla ciebie trudne, więc ulżyj sobie i spotkaj się z nimi. Naprawdę nie chcesz?
- Masz rację, to trudne – odrzekł oschle. – Ale to jak kupowanie kota w worku. Może tam być, ale tak samo może tam go nie być. I teraz postaraj się mnie wreszcie zrozumieć. Nie to, że nie chcę, ale po prostu nie wierzę ci, a teraz też i tak mam kogoś, kto obdarza mnie równie takim samym uczuciem.
- Aiko… Podoba ci się? – uśmiechnął się pod nosem, bo uznał, że trafił w sedno. – Bez mojej pomocy nic nie osiągniesz. Przyłącz się do mnie, a pomogę ci w podbiciu jej serca.
- Nie. I bez twojej pomocy sobie poradzę. Wiem, że ona też mnie lubi. – wstał i podszedł do drzwi. – Żegnaj – powiedział i wyszedł trzaskając drzwiami. Na zewnątrz czekał na niego średniej wysokości mężczyzna z czarnym afro.
- Zaprowadzę cię do twojego pokoju – wyjaśnił i razem z Haru zaczął iść.

Chwilę po tym swoją rozmowę  burmistrzem rozpoczęła Mako.
- Dzień dobry – przywitała się i lekko się ukłoniła. – W jakiej sprawie zostałam zaproszona? – Blondynka usiadła na krześle uważnie przyglądając się zielonym oczom burmistrza, które przypominały oczy jaszczurki.
- Jesteś nie rozłączna ze swoim bratem, Testu, zgadza się? – zaczął.
- Oczywiście, jako rodzeństwo trzymamy się razem! – pokiwała głową.
- W takim razie mam nadzieję, że dołączysz do niego jako jego doradca, bo widzisz on zgodził się mi pomóc. - Mako zaniemówiła. Spojrzała jak wyryta na burmistrza i zakryła usta dłońmi. Jej oczy zalały się łzami, bo nie wiedziała co w takiej sytuacji zrobić. Wiedziała, że Tetsu źle postąpił, jednak czuła, że musi mu zawsze towarzyszyć. – Decyzja należy do ciebie. Czy do niego dołączysz, czy będziesz przeciw niemu. – Po tym jak pan Chen wymówił te słowa zaczęły one dudnić w głowie blondynki.
- Ja… - zaczęła, jednak dopiero teraz zdała sobie sprawę jak trudno jest jej dokończyć zdanie. - …Nie mogę opuścić mojego brata. Decyduję się do niego dołączyć.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków