• Wpisów: 12
  • Średnio co: 88 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 23:00
  • Licznik odwiedzin: 2 034 / 1157 dni
 
bitwaotantone
 
Bitwa o Tantone: Ciszę przerywały tylko odgłosy towarzyszące chodzeniu. Aiko nieobecnym wzrokiem patrzyła się na plecy mężczyzny. Był dobrze zbudowany, specjalnie na bycie do dyspozycji burmistrza Tantone. Dziewczyna nie zdążyła się odezwać do niego ani słowem. Za nią także szedł bliźniaczo podobny do wcześniejszego mężczyzna. Ich zadaniem było odprowadzenie jej do pokoju, w którym czekał rozmówca. Dziewczyna dokładnie nie wiedziała co się za chwile stanie. Jedyne co jej powiedziano to to, że zaraz z kimś porozmawia. Martwiła się o resztę rebeliantów, która została w tyle, gdy ona bezsilnie znikała w głębi korytarza. Nie była zła, ani nawet zaciekawiona. Trudno byłoby nawet jej samej opisać jej teraźniejszy nastrój. Po prostu była. Zatrzymała się, gdy człowiek otworzył szare, drewniane drzwi. Gdy weszła do środka jej oczom ukazał się bardzo nowocześnie zrobiony pokoju. Ściany, oraz podłogę miał czarną, a wokół nich wiło się mnóstwo różnokolorowych kabli, które dawały światło. Siedzenie, na którym siedział kościsty człowiek było zrobione z niemal całkowicie przezroczystego materiału, tak samo jak stół oraz siedzenie naprzeciwko. Drzwi zamknęły się za dziewczyną, a w pokoju została sama na sam z nieznanym jej mężczyzną. Z ostrym spojrzeniem wpatrzonym w postać usiadła na drugim krześle i stanowczo zapytała:
- Po co mnie pan tu zaprosił?    
- Pewnie wiesz kim są rebelianci, racja?
- Tak. – W ostatniej chwili zdążyła się ugryźć w język, by nie wygadać, że jest jednym z nich. „Choć właściwie to bez znaczenia. Pewnie już o tym wiedzą” - pomyślała. – Mam zaszczyt reprezentować jedną z nich. Ale pan już chyba o tym wie.
- To prawda. Przez pewien okres czasu śledziliśmy ich działania.
- Dość już tego owijania w bawełnę! – odrzekła i postawiła mocno ręce na stole. – Wyjaśni  mi pan wreszcie o co chodzi?
- Skoro nalegasz. Lec na początku się przedstawię. Jestem Andelu Chen. - Dziewczyna choć w rzeczywistości się zdziwiła to tego nie okazała. To imię i nazwisko kojarzyło się jej z czymś, a raczej z kimś. Ale kompletnie nie mogła sobie przypomnieć z kim.
- Chińskie imię, oraz nazwisko, więc ta osoba pochodzi z dawnych Chin… - Aiko próbowała w myślach przejrzeć wszystkich o nazwisku Chen. – Myśl Aiko, myśl… Kogo znasz z Chin? A raczej kogo stamtąd kojarzysz? – Mężczyzna chyba domyślił się, że dziewczyna go kojarzy, więc szybko wyjaśnił:
- Jestem burmistrzem Tantone.
Serce dziewczyny zaczęło mocniej bić. Poczuła coś w rodzaju strachu. Jednak szybko się otrząsnęła z tego uczucia i znów spoważniała.
- Wracając do tematu, dlaczego tu w ogóle jestem? – spytała coraz bardziej się niecierpliwiąc.
- Jesteś naprawdę waleczną i odważną dziewczyną, Aiko. Zastanawiam się, czy nie zgodziłabyś się do mnie dołączyć. Pomogłabyś mi wybyć tych całych rebeliantów. Bardzo liczyłbym na twoją pomoc.
- Żartujesz sobie panie Chen, prawda? – odezwała się z pogardą i zdziwieniem. – Ja miałabym zdradzić rebeliantów po tym jak bardzo chciałam się sprzeciwić regułom panującym na Tantone?! – Nastała chwilowa cisza, którą przerwał nieco cichszy głos burmistrza.
- Obiecuję, że gdybyś się zgodziła zostałabyś zwolniona z przestrzegania tych zasad. Dam ci wszystko, bylebyś to zrobiła.
- Wybacz, ale nie potrafię zawieść mojej ekipy. Ostrzegam, że inni też nie będą chcieli tego zrobić. I jeśli pozwolisz, to już sobie pójdę – rzekła ostro i wstała.
- Poczekaj chwilę! – zawołał Chen. Jego siwe brwi uniosły się lekko do góry, gdy próbował dosięgnąć Aiko. – Za drzwiami czeka na ciebie mężczyzna, który wyjaśni ci, gdzie będziesz tymczasowo mieszkać oraz różne inne rzeczy.
- Rozumiem – skończyła i odwróciła się plecami do człowieka. Była teraz bardzo surowa, i aż sama dziwiła się, jak daleko może ukryć swoje prawdziwe uczucia za maską ostrej dziewczyny. Otworzyła drzwi, po czym zamknęła je wychodząc z pomieszczenia. Ujrzała wysokiego mężczyznę o siwo-brązowych włosach. Spływały mu one po czole, a jego oczy zostały zasłonięte czarnymi okularami. Miał na sobie równie czarny, jak jego okulary, garnitur.
- Witaj Aiko – powiedział, a jego usta tylko delikatnie drgnęły.
- Ohayō gozaimasu – odpowiedziała przyzwyczajona do powitania stosowanego w jej mieście, które leży na miejscu dawnej Japonii. Mężczyzna ruchem głowy pokazał by zaczęła iść, tak samo jak i on.
- Z racji tego, że mamy tu mało pokojów zamieszkasz z pewnym chłopcem. Ma na imię Ian. – Mężczyzna zatrzymał się na chwilę, jakby coś nie chciało by dalej szedł.
Zaczął mocno kaszleć. Więc dziewczyna niepewnie spytała się:
- Wszystko dobrze?
- Tak… - odpowiedział, choć dalej trochę pokaszliwał. Znów zebrał się do chodzenia i ruszył z Aiko w dalszą drogę. – To tutaj.
Otworzył czarne drzwi odsłaniając szary pokój. Były w nim dwa jednoosobowe łóżka, oraz stolik, a do niego dwa krzesełka. Na jednym z nich siedział podobnie wysoki do mężczyzny, który zaprowadził tu Aiko, chłopak. Czarnowłosa uznała go za mniej, więcej swojego rówieśnika. Miał głowę spuszczoną w dół, a z niej spływały zadbane włosy o kolorze kasztanowym. Lekko siwawy mężczyzna zamknął szybko za dziewczyną drzwi, niemal jakby się czegoś bał.
- Cześć. Jestem Aiko, a ty Ian, prawda? – zapytała przyjaźnie siadając na drewnianym krześle, które zaskrzypiało, gdy to robiła. Mimo zadanego pytania szatyn nie odpowiadał.   – Masz na imię Ian, mam rację? – Nastała cisza. Dziewczyna zmartwiła się, że chłopiec nie reaguje, co normalnym zachowaniem nie mogła nazwać. – Dobrze się czujesz? Mam kogoś wezwać? – Aiko znowu nie doczekała się odpowiedzi. Zaczęła szturchać lekko Iana, ale ten zachowywał się, jakby dziewczyna była wiatrem, któremu on stawia opór. Chłopak podniósł głowę i rozejrzał się, ponieważ poczuł na swojej skórze czyjeś ciepło. Nie rozumiał skąd ono pochodzi, ponieważ nikogo nie widział. Szybko przestał się tym interesować i powrócił do wcześniejszej pozy. Aiko zauważyła, że obok obu łóżek, na komodach stoi napój. Wstała i skierowała swoje spojrzenie na szklany kubek. Miała nadzieję, że to co bierze teraz do ust jest ciepłą herbatą. Lecz po wypiciu kilku łyków poczuła jakby ciecz zamieniła się w papier ścierny, który z trudem przechodzi jej do ust. Potem poczuła jego szorstką powierzchnię w gardle. Z bólu położyła się na łóżku. Stopniowo od tego momentu zaczynała czuć się coraz lepiej i lepiej. Ciszę zagłuszył czyjś głos. Dziewczyna domyśliła się, że to Ian. Jednak nie mówił zwykłych zdań, on śpiewał.
- Czy ulewa spadnie mi na głowę, czy huraganów sto będę musiał przeżyć, to…                                    Wiedz, że….                                                                                                                                                                    
…Nigdy nie opuszczę cię!
Tyle przeciwności losu, ale kiedyś uda nam się… Uda nam się… Uda nam się…
Choćbyś nawet mnie nie zauważył, to ja i tak chcę zobaczyć cię, bo ja…                                          
…I ty…
…Stanowimy jedną całość!
Więc teraz wiedz, że mi uda się kiedyś!
I właśnie wtedy spotkamy się! Spotkamy się! Spotkamy się!...
Chłopak uniósł ręce do góry i tym samym zakończył piosenkę. Aiko była nią zachwycona, jednak dziwiła się skąd znał, bądź wymyślił taką pieśń.
- To było piękne… - odezwała się. – Naprawdę pięknie śpiewasz.
Wiedziała, że pewnie on jej nie słyszy, a jednak miała nadzieję, że ją usłyszał. Podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu.
- Ciepł-ło – odrzekł drżącym głosem. – Ciep-p-pło. – Aiko wiedziała, że jednak jakąś część jej chłopak odczuwa. Może jeszcze nie wiedział kim jest, ale prawdopodobnie wiedział, że nie jest tu sam.
Drzwi niespodziewanie się otworzyły, a z nich wyjrzał ten sam mężczyzna w okularach, co chwilę temu ją tu przyprowadził.
- Mogę cię prosić jeszcze na chwilę? – spytał.
- Jasne – szybko odpowiedziała, a Ian ze zdziwieniem odczuł nagły brak „tego czegoś” na ramieniu. Człowiek zamknął tak szybko drzwi, jak i je otworzył po czym zwrócił się do dziewczyny:
- Zapomniałem ci powiedzieć, że Ian… On… - próbował wydusić z siebie odpowiednie słowa. - … Choruje. Choruje na schizofrenię. Dlatego właśnie, jeśli zwracał się do niego, on nie odpowiadał. Nie wiedział, że tu jesteś.
- Ale on czuje. Poczuł ciepło mojej dłoni… Więc czy istnieje szansa na wyleczenie go?
- Lekarze powiedzieli, że to ciężki przypadek. Na razie możemy tylko czekać na dalszy ciąg wydarzeń. – Dziewczyna krótko zastanawiała się czy powinna zapytać się, co śpiewał Ian, ale postanowiła, że woli nie pytać, bo może być to rzecz osobista. Natomiast zdecydowała się zapytać o co innego.
- Dlaczego on tu jest? – zapytała przyglądając się twarzy mężczyzny, na której zauważyła lekki zarost.
- Ponieważ… On… Jest… - zaczął się jąkać i nagle odwrócił się do Aiko plecami. - …Przepraszam, ale nie potrafię tego powiedzieć… Ja… - ponownie się odwrócił i spojrzał z nadzieją na oczy dziewczyny.  – On jest moim synem.
- Bardzo mi przykro – powiedziała, jednak jej słowa zabrzmiały oschle. – Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, by go wyleczyć.
- Dziękuje, bardzo dziękuje – odrzekł, a w jego głosie było słychać wielką ulgę. Uścisnął mocno ręce dziewczyny, po czym dodał. – A teraz muszę już iść! Żegnaj! – Pomachał jej i pobiegł w głąb korytarza.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków