• Wpisów: 12
  • Średnio co: 88 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 23:00
  • Licznik odwiedzin: 2 034 / 1157 dni
 
bitwaotantone
 
Bitwa o Tantone: Natomiast Rika, która nie mogła się doczekać dzisiejszego wieczoru zaczęła powiadamiać o nim wszystkich.
- Super! Dawno nie mieliśmy okazji, żeby się gdzieś razem spotkać, bo każdy był zajęty, albo takiego udawał! – ucieszyła się Mako. Wręcz podskoczyła z radości, a jej włosy dosięgające jej prawie do ramion, razem z nią. Blondynka szybko je sobie poprawiła, gdyż wpadły jej na twarz. – Ale naprawdę wszyscy przyjdą?
- Tak! – przytaknęła. – A przynajmniej mam taką nadzieję. Tetsu na pewno przyjdzie, bo jest bardzo towarzyski, ty też i ja, Aiko również na pewno przyjdzie, Shiba może ulegnie naszym prośbą, tak samo jak Haru.
- Ale będzie ciekawie! – pisnęła równie podekscytowana jak Rika, Mako.  – Powiedziałaś już o tym Tetsu?
- Jeszcze nie. Zrobisz to ze mną? – spytała miło.
- Oczywiście! – Kiwnęła głową i razem z szatynką pobiegły do brata blondynki.



- Dobrze się tu orientujesz! – przyznała Aiko. – Jestem pewna, że… - Dziewczyna skierowała niepewne spojrzenie na Haruhiko, i poruszyła ustami jakby pytała się „Co się stało?”.  Chłopak kiwnął głową w stronę czarnego obiektu, który wyglądał na metalowy. Aiko nawet nie zdążyła zapytać co to.
- To nowoczesny sprzęt, który stworzono by nas znaleźć. Nie wydaje mi się, żeby potrafił nas usłyszeć, gdy szepczemy, ale zachowaj ostrożność – wyjaśnił i wyjął ze swojego płaszcza coś między karabinem, a pistoletem. Wycelował i strzelił. – Pomyślą, że śnieżyca zepsuła. Miejmy taką nadzieję – pośpiesznie powiedział i chwycił brunetkę za rękę. – Ale lepiej idźmy, może tu być więcej tego złomu – odrzekł i szybkim krokiem zmierzał ku domu trzymając jednocześnie dziewczynę. Ta jednak nie śmiała zapytać o nic więcej, i chociaż, że chciała jeszcze tutaj pozwiedzać, to wiedziała, że teraz nawet przy Haru nie będzie bezpieczna.
- Podejrzewają, że tu jesteśmy – powiedział jasnowłosy zamykając głośno drzwi. Kopnął w ścianę, by rozładować złość.
- Jak to? To nie możliwe! – odezwała się zaniepokojona Mako, która wparowała do holu.
- Co raz więcej przysyłają nam tutaj tego! – krzyknął. – Myślisz, że czemu to robią?! – Haruhiko był bliski pobicia Mako.
- Spokojnie, twój gniew na razie się nie przyda – skomentował Shiba wychodząc zza rogu. Spojrzał się srogo na chłopaka próbując dać mu do zrozumienia, że nie muszą się niczego bać.
- Coraz więcej jest tu tego rupiecia. Nie uważasz to za dziwne?! – Haru z wielkim gniewem popatrzył się na chłopaka. – Chyba nie wiesz co to oznacza.
- To opuszczone miejsce, a przynajmniej tak myślą Tropiciele!
- Tak powinni myśleć, ale już się domyślili, ze tak nie jest! – dziewiętnastolatek ucieszył się w duchu, że wreszcie czuje się równy Shibie. Wreszcie umiał się mu sprzeciwić. Nie mógł dłużej znosić tego, że nawet on go nie szanował.
- Cicho, Haru! – rozkazał wódz. – Pamiętaj, że mogę ci już nie pomagać.
- Ja tylko stwierdzam fakt! – oburzył się Haruhiko, który nie tracił zapału.
Shiba chwycił go mocno za ucho i pociągnął do swojego pokoju. Zamknął za sobą drzwi i zwrócił się do chłopaka:
- Co ty odwalasz?!
- Informuje was o zagrożeniu, jakie naprawdę istnieje! Dlaczego nie chcesz mi uwierzyć?!
Czerwonowłosy chłopak usiadł na krześle plecami do Haru.
- Bo… Hm… - zamyślił się. – Trudno mi uwierzyć, że kryjówka mojego ojca poniosła klęskę,  i… Nie chcę stresować innych… Wiesz, że to nie pomaga.
- Nie musisz się o nic martwić. Jesteś wodzem wspaniałej drużyny, masz ludzi, którzy nie przestraszą się takiego zagrożenia! – Haruhiko próbował pocieszyć dwudziestopięciolatka.
- Ale… Mako jest za mała… - próbował znaleźć wymówkę, ale tak naprawdę martwił się o chłopaka. Wiedział, że taka sama pewność siebie zabiła jego ojca i nie chciał powtórzyć tej traumy.
- Nie umrze. Dopilnuję, by nikt na mojej warcie nie zginął.
Gdy Shiba lekko zawiedziony spojrzał na białowłosego chłopaka ten uśmiechnął się do niego.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków