• Wpisów:12
  • Średnio co: 70 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 23:00
  • Licznik odwiedzin:1 720 / 918 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Po co zostaliśmy ponownie wezwani? – zastanawiała się czarnowłosa Aiko idąc posłusznie za mężczyzną, od którego można było wyczuć papierosy. Nie ważyła się go o to zapytać. Zresztą niedługo i tak się dowie. W milczeniu przeszła za nim cały korytarz, aż dotarli do jednego z pokojów. Gdy do niego weszła ujrzała swoich przyjaciół, oraz tych, którzy nimi kiedyś nimi byli. Jednak jedna rzecz ją martwiła, brakowało Riki.
- Wiecie co tu robimy? – szepnęła cicho w stronę Haruhiko i Shiby.
- Nie – spojrzeli równocześnie na siebie i pokręcili głowami. Skierowali się w stronę szklanej kapsuły, a dziewczyna zrobiła to samo. W pokoju panowała przenikliwa cisza. Było w nim strasznie jasno ze względu na dużą ilość świateł, a Mako ledwo wytrzymywała. Oczy bolały ją także z powodu tego, że ściany, tak jak i sufit oraz podłoga były czysto białe. Zdawał się być to najjaśniejszy odcień tego koloru.
- Zebraliśmy się tu, by pokazać wam czego nigdy, przenigdy nie powinniście robić – odezwał się mrożącym w żyłach głosem burmistrz wchodząc do pokoju. Na jego ustach malował się chytry uśmiech.
- Chcą nas zastraszyć – dodał jak najciszej Shiba starając się, żeby mężczyzna go nie usłyszał. Udało się.
- Wasza koleżanka, Rika popełniła straszny błąd. Niemal udało jej się mnie zabić. Podstępna żmija powiedziała, że będzie ze mną współpracować pod warunkiem, że zawsze będzie miała pod ręką broń. Oczywiście za takie występki każdy bez wyjątku zostaje skazany na karę śmierci. Ale dobrze się składa, akurat testujemy najnowsze metody zabijania – ponownie się uśmiechnął. Przerażało to dziewczynę. Jak można czerpać radość z zabijania? – pytała sama siebie. Czuła, że burmistrz zachowuje się jak psychopata. Jedynym, który podzielał jego optymizm był Tetsu. Pozostali rebelianci całkowicie uważali, że mu odbiło. Z czasem można było ujrzeć, że jego oczy stawały się coraz bardziej czerwone i przepełnione nienawiścią. Kim się teraz stał? Za pewne nie był już dawnym sobą.
- Tetsu będzie miał zaszczyt zabić Rikę osobiście – odezwał się wskazując na czarnowłosego chłopaka, w którego oczach widać było ogień, płomienie ognia.
Od tyłu do kapsuły weszła niechętnie Rika popychana przez innych pracowników. Spojrzała z wielką złością na Andelu. Wiedziała doskonale czemu to robi, a nawet nie złościła się na to. Głównie była nawet zła sama na siebie. Mogła być bardziej sprytną, bardziej się postarać.
- Trzymaj – powiedział burmistrz podając Tetsu metalowy pilot, w którym był tylko jeden przycisk. Chłopak psychopatycznie się uśmiechnął patrząc na dziewczynę, która obrzuciła go błagalnym spojrzeniem. Ale wiedziała, że i tak ją zabije. Za bardzo oszalał, żeby pamiętać, jak bardzo był zżyty z innymi rebeliantami. Chłopak nacisnął przycisk i zaczął się śmiać. Bardzo głośno śmiać. Czekał na to co stanie się z Riką, a dokładniej jak zginie. Ta przyłożyła palce do szyby patrząc się smutno na innych. Jej dłonie zaczęły spływać po szybie, jak miód po słoiku. Podobnie było z resztą jej ciała. Zaczęła się topić, jak wosk w świeczce. Okropny widok był podsycany śmiechem Tetsu i bolesnymi krzykami dziewczyny. Wszystko zlewało się w jedną całość i nie sposób było odróżnić co jest czym. Nie wiadomo było już, czy Rika w ogóle krzyczy, gdyż jej całe ciało stało się jedną, wielką, przypominającą kulę bryłą, o konsystencji.
- Będziemy patrzeć jak nawzajem giniemy po kolei, bo sprzeciwiamy się władcą Tantone? – spytała sama siebie Aiko. Co prawda nie miała jeszcze większych podstaw by tak myśleć, bo w końcu szatynka była pierwszym trupem. Jednak intuicja podpowiadała jej, że tak. Z trudem zmuszała się do dalszego rozmyślania, gdyż przerażało ją to wszystko. A do tego Tetsu. Zmienił się nieodwracalnie w jakiegoś psychicznego potwora, maszynę do zabijania. Czy kiedykolwiek ktoś przemówi mu do rozsądku? Jak w ogóle to się stało, że tak drastycznie się przemienił.
- Co taka drętwa? – rzucił spoglądając z pogardą na Aiko.
Ta spojrzała się na niego. Nawet jeśli się bała, to nie okazywała tego. Z powagą obserwowała jak powoli zbliżał się do niej. Był przygarbiony, a jego głowa była opuszczona. Stanął centralnie naprzeciwko dziewczyny i zaśmiał się cicho. Spojrzał na nią, a jego źrenice, wraz z tęczówkami zdawały się być jakby mniejsze. Złapał ją za ramiona i przytrzymał do ściany. Aiko nie okazywała jakich kolwiek emocji. Tylko srogo patrzyła się na niego ignorując zagrożenie. Haru miał już iść jej na ratunek, gdy Shiba zatrzymał go.
- Poczekaj, zobaczymy co zrobi. Jeśli dojdzie do rękoczynów możesz już interweniować – wytłumaczył, na co jasnowłosy przytaknął.
- Co tak się nie odzywasz?! – krzyknął Tetsu wyraźnie zdenerwowany zachowaniem dziewczyny. – POWIEDZ COŚ!
Niemal krzyknął jej do ucha, jednak mimo to dziewczyny pozostała niewzruszona. Wysunęła się z jego uścisku i szybko zwróciła się do niego:
- Nie będę twoją zabawką, którą możesz pomiatać, więc weź się wreszcie uspokój! – ostro skomentowała.
- Śmiesz wmawiać mi, że oszalałem?! – mocno się zdenerwował.
- Dość Tetsu, dość! – krzyknął stanowczo Haruhiko.
- Nie mów mi jak mam żyć! Sam o tym decyduję!
Białowłosy chłopak wraz z Shibą złapali bruneta.
- Puśćcie go – odparł spokojnie burmistrz. – Zabiorę go i postaram się dać mu coś co go uspokoi. Na jakiś czas. A teraz wyjdźcie i wracajcie do swoich pokoju, do których odprowadzą was moi ludzie.
- „Na jakiś czas” – myślała dziewczyna siedząc samotnie w pokoju. – Więc nawet sam władca Tantone nie jest w stanie nad nim zapanować? Stworzył coś, czego sam nie umie kontrolować? Czyżby Tetsu był za silny nawet dla niego? Jedno wiem na pewno, teraźniejszy, psychopatyczny Tetsu nie może być bezpieczny, ze względu na częste ataki szału i złości.
Nagle jej myśli skierowały się do Riki. Może i nie miała z nią większej więzi, ale mimo wszystko przyjaźniły się i nigdy na siebie nie narzekały. Czy będzie za nią tęsknić? Sama nie wie. Nie może nawet zmusić się do płaczu. Ale… Dlaczego? Czy to oznacza, że nie lubiła jej dostatecznie, albo nigdy jej na niej nie zależało? A może po prostu tego nie potrafi? W każdym razie była zła na Andelu i jego ludzi. Na te niesprawiedliwości. Na to, że w tak okrutny sposób zabrali im Tetsu i Rikę. Jednak bardziej boli strata bruneta, gdyż nie zginął on, tylko przemienił się w potwora. A świadomość, że Testu żyje, jednak nienawidzi tych, z którymi dawniej był mocno zżyty jest okropna.
 

 
- Z tego pokoju jest tylko jedno wyjście, nie musisz się o to martwić – uśmiechnął się do niej drwiąco. A ta nie widząc innego wyjścia rzuciła się na Andelu, i to dosłownie. Skoczyła ze stołu wprost na mężczyznę, który zakłopotany, gdyż nie przewidział tej opcji, skoczył odruchowo w prawo, oddalając się od wejścia.
- Dzięki – powiedziała słodko uśmiechając się do niego i wychodząc z pokoju.
- Niech to! – krzyknął za nią prezydent.
Jak najszybciej podwinął jeden z rękawów i kilkakrotnie klikając w ekran zegarku wysłał wiadomość, by grupy goniące jak najszybciej złapały Rikę.

- Mam mało czasu, muszę szybko coś wymyślić – pomyślała dziewczyna biegiem pokonując kolejne korytarze. – Tędy! – rozkazała w swojej głowie i zakręcając znalazła się w wąskim korytarzu, który był mniej oświetlony. Szybko przebiegła go niemal w całej długości, i widząc, że jest to ślepa uliczka weszła do pokoju otwierając przedostatnie drzwi z napisem „51”. Wolno je zamknęła, bojąc się, że ktoś ją usłyszy. Jej oddech był niespokojny. Wiedziała, że teraz czekaj ją śmierć i pomóc jej może tylko sama ona, uciekając. Oparła się o coś co uważała wcześniej za ścianę. Gdy, nie odwracając się do niej, przebadała ją poruszając plecami poczuła, że „ściana” jest mniej więcej w kształcie półkola. Gwałtownie się odwróciła i nie spodziewała się ujrzeć takiego widoku. Przestraszyła się na zawał, gdy zamiast szarej ściany, którą chciała zobaczyć, ujrzała szklaną kapsułę, w środku której było coś na kształt człowieka, tylko, że z większą głową, oczami oraz dłuższymi palcami u rąk. Stworzenie było całe zielono-niebieskie, a dziewczyna miała wrażenie, że zaraz ożyje i rzuci się na nią zza szklanej powłoki. Oddalając się przestraszona dalej przyglądała się dziwnej postaci. Jej powieki były zamknięte, a na czymś, co można by uznać, za głowę nie rosły żadne włosy. Istota była ubrana w szary ręcznik. Szary, jak wszystko tu wokół.
Z każdym krokiem Rika coraz bardziej się bała co innego mogłaby tu zobaczyć. Przypomniała sobie napis na drzwiach, 51. Skojarzyła to z opowieściami, które dawno słyszała, o „strefie 51”, w której ponoć przetrzymywano Obcych, pozaziemskie istoty. Czyżby dlatego właśnie w tym pokoju ujrzała postać lekko przypominającą człowieka? Czyżby wszystkie te opowieści, które były przecież tak absurdalne, były prawdą? Czy może to tylko manekin?
Dziewczyna z kolejnym krokiem znów zamarła w bezruchu. Czuła się dokładnie tak, jak przed chwilą, wiedziała, że za nią jest coś strasznego i niebezpiecznego. Odwróciła się oddalając się lekko. Zobaczyła żelazne kraty, a za nimi istotę schowaną w cieniu, przez co nie mogła dokładnie określić co to. Wiedziała jedynie, że istota jest ogromnie duża oraz posiada ogon. Obślizgły, zielono-brązowy ogon wychodzący zza cienia. Rika głośno oddychała starając się uspokoić i poskładać w pamięci wszystko co się przed chwilą zdarzyło. A stało się to tak nagle, że ona sama nie umiała wszystkiego dokładnie określić.
Stwór słysząc oddech szatynki podniosło się. Dziewczyna ujrzała istotę wyższą od niej o dwa razy, lub nawet więcej, posiadającą trzy pary, przypominających macki, rąk. Głowa zdawała jej się pochodzić od jaszczurki. Groźne, czerwone ślepia skupiły swoją uwagę na przestraszonej Rice. „Co tu się w ogóle dzieje?!” chciała spytać dziewczyna, lecz nie miała kogo. Czuła, że z każdą chwilą wie coraz więcej, co daje władcom Tantone jeszcze większy powód dla zabicia jej. Chciała aby wszystko się w tej chwili skończyło. Chciała uciec od potwornego strachu, który teraz odczuwała. Chciała cofnąć się do radosnych chwil spędzonych z rebeliantami. Zamknęła oczy i spróbowała się jeszcze raz uspokoić, ale nic to nie zdziałało. Czuła, że coraz bardziej ogarniało ją przerażenie, które podsycało co-sekundowe tykanie zegara.
- Tik, tak, tik, tak… - powtarzała w swojej głowie dziewczyna posiadając nadzieję, że to może coś da.
Nagle ktoś otworzył niespodziewanie drzwi pozwalając światłu wejść do pokoju.
 

 
Aiko pocierając dłońmi oczy wstała z łóżka. Nie było dość wygodne, by porządnie się wyspać, jednak dziewczynie ten odpoczynek wystarczył.
- Dzień dobry, Ian - zwróciła się do łóżka leżącego po drugiej stronie pokoju. Gdy spojrzała na mebel zauważyła, że nikogo tam nie ma. – Ian?! – Szybko rozejrzała się po pokoju, jednak nigdzie nie dostrzegła chłopaka. – Może poszedł się przejść – próbowała się uspokoić. Otworzyła drzwi małej windy towarowej, gdzie czekała na nią ciepła herbata, oraz kanapka. Wszystko było na białej tacy, którą czarnowłosa Aiko wzięła i położyła na stole, gdy usiadła obok niego, na krześle. Podniosła jedną kromkę, by sprawdzić co jest w środku kanapki. Poczuła zapach sałaty oraz sera zmieszany z zapachem szynki.
- Dziś piątek, tak? – spytała sama siebie zdejmując mięsno na talerz, na którym leży także kanapka. Podniosła ją i zbliżyła do ust. Poczuła cały jej aromat oraz przyprawy, którymi została doprawiona. – Przynajmniej mają tu smaczne jedzenie – przyznała, gdy zatopiła swoje zęby w kanapce. Najbardziej poczuła smaczny, ciepły, żółty ser. Ponieważ jej to zasmakowało jedzenie szybko zniknęło, a dziewczyna wzięła się za napój. Gdy wypiła pierwszy łyk poczuła mocno maliny. Herbata malinowa – to z pewnością było tym, co wypiła dziewczyna. Rozkoszowała się smakiem ciepłego napoju, który ją rozgrzewał. Prawie całkowicie zapomniała o swojej prawdziwej sytuacji, w której się znajduje. Jedyne co przytrzymywało ją do nie odpłynięcia do obłoków był brak Iana w polu widzenia Aiko. Także bardzo martwiła się o Haruhiko, który mógł źle znieść rozłąkę z nią. Odstawiła kubek, gdyż wreszcie ujrzała jego dno. Właśnie w tej chwili do jej pokoju przyszedł niskiego wzrostu mężczyzna z długą brodą oraz okularami, które były bliźniaczo podobne do tych, które nosił ojciec Iana.
- Gdzie jest tamten mężczyzna? – spytała dziewczyna za nim człowiek zdążył o cokolwiek zapytać.
- Odpoczywa… - swoją głowę przekrzywił patrząc po części na Aiko, a po części na podłogę. - …w spokoju.
- Nie żyje? – spytała prawie rzucając się mężczyznę posiadającego brodę.
- Nie zostałem upoważniony na odpowiedź na to pytanie.
- A co z Ianem? Wróci jeszcze kiedyś?
- Nie. Ale myślę, że jeszcze kiedyś się zobaczycie. Będzie na ciebie czekał. – Dziewczyna przytaknęła smutno rozumiejąc, że mężczyźnie prawdopodobnie chodzi o to, że obaj zginęli. Aiko skierowała swoją głowę w dół. Zamknęła oczy i pogrążyła się w ciemności. Przeszyła ją straszna myśl, że to ona jest temu winna. Przecież nie musiała tyle wiedzieć o Ianie. Chciała go wymazać z pamięci, ponieważ uczucie winy ciążyło jej na sercu. Moment wspominania ich przerwał brodaty człowiek.
- Przyszedłem tu żeby zaprowadzić cię na spotkanie z twoimi przyjaciółmi. „Spotkanie? Co burmistrz tym razem wymyślił?” pomyślała czarnowłosa.
- Dobrze – odpowiedziała obojętnie i poszła jasnym korytarzem. Liczne lampy o białym świetle, bądź podobnym, mieniły się, gdy postacie zmierzały w głąb korytarza.

Przy stole panowała obojętna atmosfera. Wszyscy, oprócz Tetsu zachowali poważne miny. Z tym, że w oczach Mako można było ujrzeć nutkę niepewności.
- Mhm – mruknął znudzony Shiba. – Domyślam się, że nic u was się ciekawego nie dzieje.
- Nie dzieje? – spytał Tetsu lekko zirytowany tym, że czerwonowłosy nie zauważył jego szczęśliwej miny.
- Tak, nie dzieje – powtórzył. – Mam nadzieję, że skład naszego zespołu się nie zmienił.
Blondynka zdawała się mieć wątpliwości, a Rika nie dawała po sobie znać, że zdradziła resztę.
- Mako, chciałaś coś powiedzieć? – spytał spoglądając uważnie na twarz dziewczyny. Popatrzyła nieśmiało w dół.
- N-Nie…
Pomimo, że zaprzeczyła reszta domyśliła się, że zdecydowała się opuścić grupę.
- Nie rozumiem… - podrapał się po głowie Tetsu z zamyśleniem. - …Jak mógłby się zmienić? – Mako spiorunowała go wzrokiem. Myślała, że zdecydował się od nich odejść w pełni świadomie.
- Ten… - powstrzymał się w ostatniej chwili Shiba. – Burmistrz chce nas rozłączyć. Dlatego proponował nam „kuszące” propozycje.
- Czyli jeśli ktoś z nas ją przyjął to nie jest już w rebeliantach? – zapytał brunet z lekkim strachem.
- Tak, to zdrajca – odpowiedział chłodno. Te słowa przeszyły Tetsu.
- „Zdrajca” – pomyślał. – Czyli jestem zdrajcą?
Natychmiast postanowił zaprzeczyć, bo wie, że ten przydomek nie daje się nikomu dobremu.
- Zdrajca?! – odezwał się z oburzeniem. – To tylko przyjęcie lepszej propozycji i bycie na lepszej pozycji.
- Mylisz się – podniósł głos. – Ten kto obiecuje być oddanym nie przechodzi z dnia na dzień na inną stronę. Ta osoba to zdrajca! – wykrzyknął dając największy nacisk na ostatnie słowo.
- To nie zdrada. To przyjęcie lepszej pozycji – powiedział ostro zbliżając się do chłopaka, jakby miał go uderzyć. – Zresztą po co mi uświadamiać tobie co powinno się zrobić. I tak was rozstrzelam – zaczął się strasznie śmiać. Śmiech ten przypomniał śmiech psychopaty. Zaczął dziwnie się patrzyć na Shibę po czym popchnął go mocno na ziemię. Postawił na nim nogę i powiedział:
- My zawsze będziemy nad wami górować. A ktokolwiek się sprzeciwi skończy tak jak on.
- Ja się sprzeciwiam – dodała po chwili stanowczo Aiko, po czym wstała z krzesła.
- I ja – Haruhiko postawił jej przyjacielsko rękę na ramieniu przedtem wstawszy z drewnianego mebla.
- Ha ha ha! – zaczął się przeraźliwie śmiać. – Nic mi nie zrobicie.
- Zrobimy – odezwał się odważnie białowłosy chłopak i chwycił Tetsu za koszulę. – Więc lepiej się uspokój – powiedział i poluzował lekko uścisk.
W tym czasie Aiko pomogła wstać Shibie.
- T-Testu… - cicho odezwała się Mako niepewnie bawiąc się swoimi włosami.
- Nie zawracaj mi głowy, mała – w tym czasie Haru znów mocniej chwycił chłopaka.
- To twoja siostra – zwrócił się do niego ostro. – Przynajmniej dla niej bądź miły.
Gdy jasnowłosy chłopak opuścił swoją rękę przestając trzymać Tetsu, ten natychmiast poruszył rękę próbując uderzyć go w twarz. Lecz Haru spodziewał się tego, więc złapał jego rękę i powiedział stanowczo „Spokój”.
- To tyle – znów się odezwał. – Idę.
Za Haruhiko popędziła czarnowłosa dziewczyna. A kiedy chłopak zwolnił krok, ta ledwo na niego nie wpadła.
- Wreszcie sami, co? – powiedział uśmiechając się do niej.
- Nareszcie… - odetchnęła ze spokojem. Niestety ta chwila nie trwała długo, gdyż zaraz po tym zabrali ich do osobnych pokoju.
- Do zobaczenia! – krzyknął w pośpiechu jasnowłosy.
- O ile jeszcze nastąpi – przytaknęła w odpowiedzi.

Reszta także się rozeszła. Jedynie brązowowłosa Rika została i stukała palcami o stół. Z daleka wyczuła odór prezydenta, pana Chena.
- Czemu ich jeszcze nie zabiłaś? – spytał stanowczym tonem kładąc dłonie na stole.
Przypatrywał się twarzy dziewczyny próbując w niej wyczytać co Rika chce teraz powiedzieć. Ta podniosła się z krzesła i popatrzyła się uwodzicielsko na Andelu. Przejechała dłonią po jego plecach nie odwracając wzroku z jego oczu.
- Jeszcze nie, czekam na moment, który będzie odpowiedni
Kiedy prawą dłonią położyła swój palec na jego ustach uciszając go, jednocześnie wyjmowała coś z kieszeni spodni. Mężczyzna pomimo, że chciał zaprzeczyć i powiedzieć, że teraz był odpowiedni moment, poczuł się przez Rikę uspokojony i zrelaksowany. To był dar tej dziewczyny. Mogła idealnie zwrócić czyjąś uwagę na jednej rzeczy, a w tej chwili robiąc nie zauważenie drugą rzecz. Kiedy znalazła odpowiedni przedmiot w kieszeni szybko go wyjęła i ukradkiem zamachnęła się celując nożem w serce prezydenta.
- Nie tak prędko – odpowiedział jej ostrym tonem łapiąc rękojeść broni. – Myślałaś, że z łatwością mnie uwiedziesz, a później zabijesz?
Z każdym słowem przybliżał się coraz bardziej do szatynki. Ta lekko zdezorientowana wspięła się na stół i zaczęła się rozglądać za innym wyjściem. Mężczyzna zauważając to odparł:
- Z tego pokoju jest tylko jedno wyjście, nie musisz się o to martwić – uśmiechnął się do niej drwiąco.
 

 
Czerwonowłosy spojrzał ostro na burmistrza jak na największego swojego wroga.
- Przepraszam, ale nie jestem zdrajcą. Niech pan poszuka sobie kogo innego – odpowiedział na prośby Chena.
- Shiba, jesteś wspaniałym przywódcą przydałbyś się mi. Nie rozumiesz jak bardzo cię potrzebuję!
- Mylisz się, rozumiem. Ale wszelkie prośby i słodzenie mi nic nie da, więc niech pan nie marnuje na mnie czasu.
- W takim razie wyjdź, jeśli tak uważasz. Za drzwiami czeka ktoś kto cię odprowadzi do twojego pokoju. – Shiba skinął lekko głową i wstał.
- Do widzenia – pożegnał się stanowczo i wyszedł.
- A jednak są tu trudne sztuki, takie jak tamci dwaj. Ale na pewno istnieje sposób na ich przekonanie… - pomyślał burmistrz i przez swój zegarek wysłał wiadomość swojemu słudze, by przyprowadził tu Haruhiko. Wyciągnął z małej windy kubek kawy. Wypił łyk po czym odstawił ją na stół witając się z chłopakiem, który niepewnie wszedł do środka. Haru usiadł na krześle również witając się z burmistrzem.
- Wiesz kim jestem, prawda? – spytał Chen.
- Tak – odparł próbując się rozluźnić kładąc ręce na kolana.
- Mam dla ciebie propozycję – zaczął.
- Nie – zaprzeczył ze zdecydowaniem. – Jesteś głupcem myśląc, że twoi wrogowie zawrzą z tobą umowę. Więc powinieneś sobie odpuścić.
- Zanim wyjdziesz, posłuchaj, bo ja… - na chwilę przerwał, by wzbudzić nie pokój. - ...Nie wiesz kim są twoi rodzice, mam rację? Nigdy ich nie widziałeś, co? – Chłopak spojrzał w dół wyraźnie zasmucony wspominaniem o jego rodzinie, której nigdy nie miał. Przytaknął kiwając głową, którą nadal miał opuszczoną. – Ja ich znalazłem, oni żyją. Pewnie chcesz się z nimi spotkać, prawda? – Chłopak spojrzał na niego ze zdziwieniem i nadzieją, a później znów opuścił głowę i dodał:
- Nie mam ochoty na twoje gierki. Wiem, że oni już dawno nie żyją.
- Ależ żyją! Jak zgodzisz się na moją propozycję to się z nimi spotkasz, obiecuję!
- Skąd mogę wiedzieć, że mówisz prawdę i czy dotrzymasz słowa? Wolę już nigdy ich nie poznać, niż zdradzić ludzi, którzy na mnie liczą. Zrozumiesz to wreszcie?
- Ależ z ciebie uparty chłopak. Naprawdę nie chcesz spotkać swojej rodziny? Oni tam na ciebie czekają, i liczą, że przyjdziesz…
- Możesz powiedzieć wszystko, ale to nie znaczy, że nie kłamiesz. Nawet łzy da się udawać. Nie wierzę ci. W dalszym ciągu się nie zgadzam i chcę, żebyś wiedział, że nigdy tego nie zrobię.
- Haruhiko… - Pan Chen położył dłoń na ramieniu białowłosego chłopaka. - …Wiem, że to dla ciebie trudne, więc ulżyj sobie i spotkaj się z nimi. Naprawdę nie chcesz?
- Masz rację, to trudne – odrzekł oschle. – Ale to jak kupowanie kota w worku. Może tam być, ale tak samo może tam go nie być. I teraz postaraj się mnie wreszcie zrozumieć. Nie to, że nie chcę, ale po prostu nie wierzę ci, a teraz też i tak mam kogoś, kto obdarza mnie równie takim samym uczuciem.
- Aiko… Podoba ci się? – uśmiechnął się pod nosem, bo uznał, że trafił w sedno. – Bez mojej pomocy nic nie osiągniesz. Przyłącz się do mnie, a pomogę ci w podbiciu jej serca.
- Nie. I bez twojej pomocy sobie poradzę. Wiem, że ona też mnie lubi. – wstał i podszedł do drzwi. – Żegnaj – powiedział i wyszedł trzaskając drzwiami. Na zewnątrz czekał na niego średniej wysokości mężczyzna z czarnym afro.
- Zaprowadzę cię do twojego pokoju – wyjaśnił i razem z Haru zaczął iść.

Chwilę po tym swoją rozmowę burmistrzem rozpoczęła Mako.
- Dzień dobry – przywitała się i lekko się ukłoniła. – W jakiej sprawie zostałam zaproszona? – Blondynka usiadła na krześle uważnie przyglądając się zielonym oczom burmistrza, które przypominały oczy jaszczurki.
- Jesteś nie rozłączna ze swoim bratem, Testu, zgadza się? – zaczął.
- Oczywiście, jako rodzeństwo trzymamy się razem! – pokiwała głową.
- W takim razie mam nadzieję, że dołączysz do niego jako jego doradca, bo widzisz on zgodził się mi pomóc. - Mako zaniemówiła. Spojrzała jak wyryta na burmistrza i zakryła usta dłońmi. Jej oczy zalały się łzami, bo nie wiedziała co w takiej sytuacji zrobić. Wiedziała, że Tetsu źle postąpił, jednak czuła, że musi mu zawsze towarzyszyć. – Decyzja należy do ciebie. Czy do niego dołączysz, czy będziesz przeciw niemu. – Po tym jak pan Chen wymówił te słowa zaczęły one dudnić w głowie blondynki.
- Ja… - zaczęła, jednak dopiero teraz zdała sobie sprawę jak trudno jest jej dokończyć zdanie. - …Nie mogę opuścić mojego brata. Decyduję się do niego dołączyć.
 

 
Aiko otworzyła drzwi, po czym z trzaskiem je zatrzasnęła.
- Ian? – spytała siadając obok niego i łapiąc go stanowczo za ręce. – Ian!
Jednak chłopak nie dawał jakich kolwiek znaków życia. Jego dłonie były zimne, a jego brązowe oczy patrzyły na nią nieobecnym wzrokiem.
- Ian?! Słyszysz mnie? – zapytała starając się powiedzieć to głośno, byle nie krzyczeć. Ponownie nie doczekała się reakcji z jego strony. Położyła głowę na jego ramieniu i zaczęła cicho płakać.
- Czemu tu jestem? Dlaczego mnie nie wypuszczą? – mówiła do siebie coraz bardziej pogrążając się w depresji. Niespodziewanie poczuła czyjąś dłoń na jej głowie, która lekko ją klepała. Zdezorientowana podniosła głowę zauważając, że to Ian. Poczuła, że z każdą chwilą chłopiec staje się coraz bardziej obecny.
- Tak już jest – odpowiedział cicho. I przytulił się do dziewczyny.

Pan Chen jednak nie odpuścił, i postanowił porozmawiać z Riką. Dziewczyna niedbale usiadła na krześle.
- Czego? – zapytała nie kryjąc złości na mężczyznę. Z tego też powodu nie patrzyła w ogóle na niego. Swój wzrok skupiła na wypalającej się lampce.
- Witaj, jestem… - dziewczyna przerwała mu chcąc jak najszybciej skończyć rozmowę.
- Wiem kim jesteś. Nie zapomina się tego, przez którego komuś runęło całe życie, Chen.
- Mam dla ciebie propozycję. Wiesz o tym, że słońce się powoli wpala, prawda?
- Każdy głupi to wie – odrzekła kpiąco. – No więc co z tym słońcem?
- Chciałabym, żebyś poprowadziła moją armię do statku, który później poprowadzisz w drodze na księżyc, na którym zamieszkamy.
- Można wiedzieć jaki księżyc?
- Przepraszam, ale to tajne. Wtajemniczę cię później, o ile zgodzisz się na moją propozycję.
- Tym samym sprzeciwiłabym się rebeliantom, i zostawiłabym ich na pastwę losu, na tej planecie? – Mężczyzna zastanowił się czy na pewno przytaknąć, bo wiedział, że to mogłoby przekonać Rikę, by tego nie robiła. W końcu jednak lekko skinął głową.
- Zgodzę się o ile będę mogła zobaczyć się z przywódcą pańskiej armii, dobrze?
- Postaram się na jutro to załatwić – odpowiedział, wyciągnął notes i szybko w nim coś zapisał, po czym ponownie schował go do kieszeni spodni.
- I jeszcze jedno. Chciałabym zawsze mieć przy sobie nóż. Tym samym mogłabym kiedyś niespodziewanie wybić kilku rebeliantów, zgodzi się pan? – uśmiechnęła się do siebie podle.
- N-Nie mogę na to pozwolić, ja…
- Słyszy pan co mówię?! – odrzekła ponownie drwiącym głosem. – Albo zgodzisz się na moje warunki, albo nici z umowy.
- Dobrze, przyniosę ci go do twojego pokoju, w którym tymczasowo zamieszkasz. A teraz wyjdź już. Za drzwiami czeka ktoś kto cię odprowadzi.
- Ok – powiedziała szybko się podnosząc i wychodząc. Zobaczyła niskiego mężczyznę ze zgoloną głową. Miał na sobie czarne okulary, w których odbijała się brązowowłosa Rika.
- Idźmy już – odparła i ruszyła w głąb korytarza.

- O czym pan mówi, że zdobędę wszechświat?! To w ogóle możliwe? – spytał Tetsu spoglądając podekscytowany w oczy burmistrza.
- Jasne. O ile zawrzesz ze mną umowę. Dam ci za to co tylko chcesz.
- Nawet jeśli poprosiłbym o połączenie ze smokiem?! – zapytał chłopak coraz bardziej pogrążając się w marzeniach. Mężczyzna potarł z zakłopotaniem policzek.
- Smoki nie istnieją, chłopcze. Ale spróbuję coś wykombinować, jeśli zgodzisz się być generałem prowadzącym armię Tantone.
- I ty się jeszcze pytasz? Wchodzę w to! – odparł Tetsu zapominając całkowicie o tym, że należy do rebeliantów.
- To teraz idź, bo za drzwiami czeka pani, która odprowadzi cię do twojego pokoju.
Chłopak posłusznie skinął głową i z ekscytacją wyszedł z pomieszczenia. Czekała na niego kobieta w średnim wieku z przefarbowanymi włosami na mocno rudy. Miała zbyt mocny makijaż, a z daleka można było poczuć perfumy, których także za dużo zużyła.
Pan Chen uśmiechnął się pod nosem.
- Aiko się pomyliła. Poszło jak po maśle – pomyślał.
 

 
Ciszę przerywały tylko odgłosy towarzyszące chodzeniu. Aiko nieobecnym wzrokiem patrzyła się na plecy mężczyzny. Był dobrze zbudowany, specjalnie na bycie do dyspozycji burmistrza Tantone. Dziewczyna nie zdążyła się odezwać do niego ani słowem. Za nią także szedł bliźniaczo podobny do wcześniejszego mężczyzna. Ich zadaniem było odprowadzenie jej do pokoju, w którym czekał rozmówca. Dziewczyna dokładnie nie wiedziała co się za chwile stanie. Jedyne co jej powiedziano to to, że zaraz z kimś porozmawia. Martwiła się o resztę rebeliantów, która została w tyle, gdy ona bezsilnie znikała w głębi korytarza. Nie była zła, ani nawet zaciekawiona. Trudno byłoby nawet jej samej opisać jej teraźniejszy nastrój. Po prostu była. Zatrzymała się, gdy człowiek otworzył szare, drewniane drzwi. Gdy weszła do środka jej oczom ukazał się bardzo nowocześnie zrobiony pokoju. Ściany, oraz podłogę miał czarną, a wokół nich wiło się mnóstwo różnokolorowych kabli, które dawały światło. Siedzenie, na którym siedział kościsty człowiek było zrobione z niemal całkowicie przezroczystego materiału, tak samo jak stół oraz siedzenie naprzeciwko. Drzwi zamknęły się za dziewczyną, a w pokoju została sama na sam z nieznanym jej mężczyzną. Z ostrym spojrzeniem wpatrzonym w postać usiadła na drugim krześle i stanowczo zapytała:
- Po co mnie pan tu zaprosił?
- Pewnie wiesz kim są rebelianci, racja?
- Tak. – W ostatniej chwili zdążyła się ugryźć w język, by nie wygadać, że jest jednym z nich. „Choć właściwie to bez znaczenia. Pewnie już o tym wiedzą” - pomyślała. – Mam zaszczyt reprezentować jedną z nich. Ale pan już chyba o tym wie.
- To prawda. Przez pewien okres czasu śledziliśmy ich działania.
- Dość już tego owijania w bawełnę! – odrzekła i postawiła mocno ręce na stole. – Wyjaśni mi pan wreszcie o co chodzi?
- Skoro nalegasz. Lec na początku się przedstawię. Jestem Andelu Chen. - Dziewczyna choć w rzeczywistości się zdziwiła to tego nie okazała. To imię i nazwisko kojarzyło się jej z czymś, a raczej z kimś. Ale kompletnie nie mogła sobie przypomnieć z kim.
- Chińskie imię, oraz nazwisko, więc ta osoba pochodzi z dawnych Chin… - Aiko próbowała w myślach przejrzeć wszystkich o nazwisku Chen. – Myśl Aiko, myśl… Kogo znasz z Chin? A raczej kogo stamtąd kojarzysz? – Mężczyzna chyba domyślił się, że dziewczyna go kojarzy, więc szybko wyjaśnił:
- Jestem burmistrzem Tantone.
Serce dziewczyny zaczęło mocniej bić. Poczuła coś w rodzaju strachu. Jednak szybko się otrząsnęła z tego uczucia i znów spoważniała.
- Wracając do tematu, dlaczego tu w ogóle jestem? – spytała coraz bardziej się niecierpliwiąc.
- Jesteś naprawdę waleczną i odważną dziewczyną, Aiko. Zastanawiam się, czy nie zgodziłabyś się do mnie dołączyć. Pomogłabyś mi wybyć tych całych rebeliantów. Bardzo liczyłbym na twoją pomoc.
- Żartujesz sobie panie Chen, prawda? – odezwała się z pogardą i zdziwieniem. – Ja miałabym zdradzić rebeliantów po tym jak bardzo chciałam się sprzeciwić regułom panującym na Tantone?! – Nastała chwilowa cisza, którą przerwał nieco cichszy głos burmistrza.
- Obiecuję, że gdybyś się zgodziła zostałabyś zwolniona z przestrzegania tych zasad. Dam ci wszystko, bylebyś to zrobiła.
- Wybacz, ale nie potrafię zawieść mojej ekipy. Ostrzegam, że inni też nie będą chcieli tego zrobić. I jeśli pozwolisz, to już sobie pójdę – rzekła ostro i wstała.
- Poczekaj chwilę! – zawołał Chen. Jego siwe brwi uniosły się lekko do góry, gdy próbował dosięgnąć Aiko. – Za drzwiami czeka na ciebie mężczyzna, który wyjaśni ci, gdzie będziesz tymczasowo mieszkać oraz różne inne rzeczy.
- Rozumiem – skończyła i odwróciła się plecami do człowieka. Była teraz bardzo surowa, i aż sama dziwiła się, jak daleko może ukryć swoje prawdziwe uczucia za maską ostrej dziewczyny. Otworzyła drzwi, po czym zamknęła je wychodząc z pomieszczenia. Ujrzała wysokiego mężczyznę o siwo-brązowych włosach. Spływały mu one po czole, a jego oczy zostały zasłonięte czarnymi okularami. Miał na sobie równie czarny, jak jego okulary, garnitur.
- Witaj Aiko – powiedział, a jego usta tylko delikatnie drgnęły.
- Ohayō gozaimasu – odpowiedziała przyzwyczajona do powitania stosowanego w jej mieście, które leży na miejscu dawnej Japonii. Mężczyzna ruchem głowy pokazał by zaczęła iść, tak samo jak i on.
- Z racji tego, że mamy tu mało pokojów zamieszkasz z pewnym chłopcem. Ma na imię Ian. – Mężczyzna zatrzymał się na chwilę, jakby coś nie chciało by dalej szedł.
Zaczął mocno kaszleć. Więc dziewczyna niepewnie spytała się:
- Wszystko dobrze?
- Tak… - odpowiedział, choć dalej trochę pokaszliwał. Znów zebrał się do chodzenia i ruszył z Aiko w dalszą drogę. – To tutaj.
Otworzył czarne drzwi odsłaniając szary pokój. Były w nim dwa jednoosobowe łóżka, oraz stolik, a do niego dwa krzesełka. Na jednym z nich siedział podobnie wysoki do mężczyzny, który zaprowadził tu Aiko, chłopak. Czarnowłosa uznała go za mniej, więcej swojego rówieśnika. Miał głowę spuszczoną w dół, a z niej spływały zadbane włosy o kolorze kasztanowym. Lekko siwawy mężczyzna zamknął szybko za dziewczyną drzwi, niemal jakby się czegoś bał.
- Cześć. Jestem Aiko, a ty Ian, prawda? – zapytała przyjaźnie siadając na drewnianym krześle, które zaskrzypiało, gdy to robiła. Mimo zadanego pytania szatyn nie odpowiadał. – Masz na imię Ian, mam rację? – Nastała cisza. Dziewczyna zmartwiła się, że chłopiec nie reaguje, co normalnym zachowaniem nie mogła nazwać. – Dobrze się czujesz? Mam kogoś wezwać? – Aiko znowu nie doczekała się odpowiedzi. Zaczęła szturchać lekko Iana, ale ten zachowywał się, jakby dziewczyna była wiatrem, któremu on stawia opór. Chłopak podniósł głowę i rozejrzał się, ponieważ poczuł na swojej skórze czyjeś ciepło. Nie rozumiał skąd ono pochodzi, ponieważ nikogo nie widział. Szybko przestał się tym interesować i powrócił do wcześniejszej pozy. Aiko zauważyła, że obok obu łóżek, na komodach stoi napój. Wstała i skierowała swoje spojrzenie na szklany kubek. Miała nadzieję, że to co bierze teraz do ust jest ciepłą herbatą. Lecz po wypiciu kilku łyków poczuła jakby ciecz zamieniła się w papier ścierny, który z trudem przechodzi jej do ust. Potem poczuła jego szorstką powierzchnię w gardle. Z bólu położyła się na łóżku. Stopniowo od tego momentu zaczynała czuć się coraz lepiej i lepiej. Ciszę zagłuszył czyjś głos. Dziewczyna domyśliła się, że to Ian. Jednak nie mówił zwykłych zdań, on śpiewał.
- Czy ulewa spadnie mi na głowę, czy huraganów sto będę musiał przeżyć, to… Wiedz, że….
…Nigdy nie opuszczę cię!
Tyle przeciwności losu, ale kiedyś uda nam się… Uda nam się… Uda nam się…
Choćbyś nawet mnie nie zauważył, to ja i tak chcę zobaczyć cię, bo ja…
…I ty…
…Stanowimy jedną całość!
Więc teraz wiedz, że mi uda się kiedyś!
I właśnie wtedy spotkamy się! Spotkamy się! Spotkamy się!...
Chłopak uniósł ręce do góry i tym samym zakończył piosenkę. Aiko była nią zachwycona, jednak dziwiła się skąd znał, bądź wymyślił taką pieśń.
- To było piękne… - odezwała się. – Naprawdę pięknie śpiewasz.
Wiedziała, że pewnie on jej nie słyszy, a jednak miała nadzieję, że ją usłyszał. Podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu.
- Ciepł-ło – odrzekł drżącym głosem. – Ciep-p-pło. – Aiko wiedziała, że jednak jakąś część jej chłopak odczuwa. Może jeszcze nie wiedział kim jest, ale prawdopodobnie wiedział, że nie jest tu sam.
Drzwi niespodziewanie się otworzyły, a z nich wyjrzał ten sam mężczyzna w okularach, co chwilę temu ją tu przyprowadził.
- Mogę cię prosić jeszcze na chwilę? – spytał.
- Jasne – szybko odpowiedziała, a Ian ze zdziwieniem odczuł nagły brak „tego czegoś” na ramieniu. Człowiek zamknął tak szybko drzwi, jak i je otworzył po czym zwrócił się do dziewczyny:
- Zapomniałem ci powiedzieć, że Ian… On… - próbował wydusić z siebie odpowiednie słowa. - … Choruje. Choruje na schizofrenię. Dlatego właśnie, jeśli zwracał się do niego, on nie odpowiadał. Nie wiedział, że tu jesteś.
- Ale on czuje. Poczuł ciepło mojej dłoni… Więc czy istnieje szansa na wyleczenie go?
- Lekarze powiedzieli, że to ciężki przypadek. Na razie możemy tylko czekać na dalszy ciąg wydarzeń. – Dziewczyna krótko zastanawiała się czy powinna zapytać się, co śpiewał Ian, ale postanowiła, że woli nie pytać, bo może być to rzecz osobista. Natomiast zdecydowała się zapytać o co innego.
- Dlaczego on tu jest? – zapytała przyglądając się twarzy mężczyzny, na której zauważyła lekki zarost.
- Ponieważ… On… Jest… - zaczął się jąkać i nagle odwrócił się do Aiko plecami. - …Przepraszam, ale nie potrafię tego powiedzieć… Ja… - ponownie się odwrócił i spojrzał z nadzieją na oczy dziewczyny. – On jest moim synem.
- Bardzo mi przykro – powiedziała, jednak jej słowa zabrzmiały oschle. – Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, by go wyleczyć.
- Dziękuje, bardzo dziękuje – odrzekł, a w jego głosie było słychać wielką ulgę. Uścisnął mocno ręce dziewczyny, po czym dodał. – A teraz muszę już iść! Żegnaj! – Pomachał jej i pobiegł w głąb korytarza.
 

 
- Nie umrze. Dopilnuję, by nikt na mojej warcie nie zginął. - Gdy Shiba lekko zawiedziony spojrzał na białowłosego chłopaka ten uśmiechnął się do niego. – Nie martw się, będzie dobrze.
Jednak czerwonowłosy chłopak tylko odwrócił głowę. Wstał i stanowczo dodał:
- Zobaczymy jak to będzie się miało w praktyce. Ostatnio to my musieliśmy cię ratować – przypomniał chłopakowi o niemiłym wydarzeniu, w którym Haru niemal nie zginął. Bowiem zapuścił się trochę za daleko w las, gdy nagle zaatakował go niedźwiedź. Drapnął go potężnie w łydkę, co znacznie utrudniło Haruhiko chodzenie. Bezsilnie upadł wtedy na podłogę i krzyczał. Na szczęście Tetsu niedaleko jeździł na sankach, więc usłyszał niebieskookiego chłopaka. Czarnowłosy wiedział jak się zachować, więc natychmiast pobiegł do Shiby i reszty jego ekipy. Ci jak najszybciej pojawili się na miejscu, gdzie prawie byłoby już po chłopaku. Mako ledwo tam przetrwała, bo nie zbyt lubiła patrzeć na krew, tak jak zresztą pozostali, z tą różnicą, że oni jakoś to znosili. Shiba kilkoma celnymi strzałami pokonał zwierza. Gdy zanieśli miejącego wtedy osiemnaście lat, Haru natychmiast zaczęli go opatrywać. Tetsu z twardą miną zaszywał łydkę chłopakowi. Nie przejmował się, że białowłosy chłopak krzyczy z bólu, gdyż wiedział, że innego sposobu nie ma. Nie mieli tu znieczulenia, ani niczego przez co chłopak mógłby poczuć lepiej.
- To był tylko raz! Od tego czasu jestem silniejszy! –
- Ale i tak mogłeś się wtedy bardziej postarać – stwierdził Shiba i poklepał go po głowie. Przypomniał mu się mały Haruhiko, który mimo wszystko dzielnie chciał pokazać co umie i nigdy się nie poddawał. Jego dziecięca buzia stała się teraz bardziej męska, a on sam zrobił się bardzo wysoki. Brakowało mu dawnego Haru, lecz po części był dumny, ponieważ niebieskooki wyrósł na bardzo dzielnego chłopaka. Po raz pierwszy od dawna obaj cieszyli się ze swojego towarzystwa. Było tak jak kiedyś, jedenaście lat temu, kiedy się poznali. Spełnieni ponownie usiedli na fotelach i westchnęli. Shiba chcąc ponownie rozkręcić rozmowę, zaczął:
- Idziesz na to spotkanie, na które Rika nas zaprasza?
- Jakie spotkanie?
- Rika organizuje dziś coś, gdzie bliżej się poznamy. Głównie ze względu na Aiko, która nadal czuje się tu nieswojo.
- Och, może być ciekawie… O której to?
- Dokładnie nie wiem, ale Rika mówiła, że wieczorem.
- No to będę, a ty?
- Ja wszyscy, to i ja.

Około godziny osiemnastej wszyscy zebrali się w salonie i usiedli na zielonej kanapie, która sprawiała wrażenie, jakby miała zaraz się zarwać. Wokół panowała rodzinna atmosfera, którą można by porównać do tej, która panuje przy otwieraniu prezentów na Wigilię. Rebelianci wspólnie ustalili, że będą zadawać sobie nawzajem pytania, na lepsze poznanie siebie. Chwilową ciszę szybko przerwał czarnowłosy chłopak.
- To może ja zacznę! – odrzekł i niemal podskoczył niecierpliwy. – Zadawajcie mi pytania!
- Jak się nazywasz? – zapytała rozbawionym głosem Mako.
- Jestem Tetsu – przedstawił się podzielając optymizm. – Ktoś jeszcze?
- Jak dołączyłeś do rebeliantów? – spytała ciekawa Aiko uśmiechając się do chłopaka.
- Uh, cóż… - Przerwał jakby obawiał się, czy na pewno powinien o tym mówić. – Razem z moją siostrą, Mako i naszą matką zostaliśmy wysłani do naszego wujka, gdyż panowała wojna w Tantone, a nasz ojciec poszedł na nią walczyć, jako rebeliant, walczyć o lepsze jutro. Niestety, gdy jechaliśmy ktoś strzelił w oponę naszego samochodu, a ta pękła. Mama, która kierowała… - lekko ściszył głos, a on sam zaczął się lekko jąkać, jakby nie wiedział co mówić. Urwał i spojrzał w dół. Pierwszy raz widzieli go smutnego, ponieważ na ogół ciągle się uśmiechał. Było widać, że odpowiedzenie na pytanie dziewczyny sprawiało mu wiele problemu, i Aiko nie wiedziała, czy to dobrze, że się o to zapytała. – G-Gdy mama po-poszła zmienić o-oponę, ktoś wtedy… wtedy… j-ją… za-zastrzelił… Szybko wybiegłem z siostrą i zacząłem biec. Nie wiedziałem, gdzie bi-biegnę, ale kierowałem się cały czas pro-prosto, aż wreszcie zrobiło się coraz zimniej, i zimnej… Wtedy musiałem zwolnić, ale mimo to nadal szedłem, pomagając też Mako. Nie wiecie jak bardzo się ucieszyliśmy, gdy zobaczyliśmy domek… Byliśmy już strasznie wyziębieni i wygłodzeni, a na szczęście… - Spojrzał wesoło na przywódcę. – Tam Shiba dał nam jeść, w zamian, że my też będziemy mu pomagać. To chyba tyle. Ktoś chce się jeszcze o coś zapytać?
Nastała niezręczna cisza. Wszyscy byli przygnębieni historią Tetsu, chyba bardziej od niego. Czarnowłosy z łatwością poradził sobie ze zmianą nastroju, co innym ciężko poszło.
- Dobrze, w takim razie, kto chce być teraz pytany? – zapytał się Tetsu, któremu nie podobało się to, że prowadzi monolog.
- Ja mogę – odpowiedziała Aiko.
- Co się działo przed tym jak do nas dotarłaś? – zapytała Mako z ciekawością przyglądając się dziewczynie.
- Mieszkałam z matką i kiedyś z bratem, ale nie za bardzo go pamiętam… Straciłam go kiedy miałam pięć lat… - Coś jakby błysnęło w oczach Shiby. Zdawało mu się, że wie coś na temat, ale nie jest niczego stu procentowo pewny. – Choć właściwie, to nie wiem co mu się stało, niektórzy mówili, że go zabili, ale ja nadal wierzę, że on jednak gdzieś jest… - Na jej twarzy zawitał wymuszony uśmiech. – Pewnego dnia do mojego domu wszedł jakiś chyba pijany człowiek, który w rękach trzymał broń. – Na samo wspomnienie tego wydarzenia Aiko zadrżały ręce. – Mama szybko krzyknęła, żebym uciekła, a ona sama zajęła się tym kimś… Gdy uciekałam usłyszałam jeszcze kilka strzałów. To było rok temu. Od tamtego czasu dużo się o was nasłyszałam będąc w wielu miejscach, od razu zapragnęłam do was dołączyć. I to chyba wszystko... – Cisza jednak nie nastała, gdyż Rika szybko zagłuszyła ją swoim pytaniem.
- Czy wcześniej też mylono cię z chłopakiem?
- Em… Nie, ale to dlatego, że niedawno ścięłam włosy, a od tego czasu nie widziałam się za bardzo z nikim. Taka odpowiedź ci wystarczy?
- Tak. Może teraz ja będę pytana?
- Ok! – odpowiedzieli wszyscy chórem.
- Czy byłaś popularna w swoim mieście? – spytał Tetsu nawet nie spoglądając na osobę, której się pyta.
- Niezbyt, jednak w szkole byłam jedną z liderek. Trudno powiedzieć, czyja to zasługa, ponieważ zanim się obejrzałam wszyscy mnie lubili.
- A co z ocenami? – zapytał Shiba lekko śmiejąc się pod nosem.
- Powiedzmy, że byłam czwórkową uczennicą…
- Powiedzmy? Miałaś dużo gorszych ocen? – spytał jeszcze bardziej się śmiejąc.
- Nie! – podniosła głos i uderzyła dłonią twarz czerwonowłosego Shiby, który wyjątkowo przymknął na to oko. Chłopak posłał jej rozśmieszone spojrzenie, na które ona odpowiedziała pokazaniem języka, jakby była jeszcze w pierwszej klasie podstawówki.
- To może teraz ja? – zapytał Haruhiko spoglądając po wszystkich.
- Czym się wcześniej zajmowałeś? – zainteresowała się czarnowłosa dziewczyna.
- Uwielbiałem rzeźbić z drewna. Na początku musiałem zużywać dużo opatrunków, ale później nie używałem ich już prawie wcale. Drewno dostawałem od ludzi, którzy dawali mi trochę, gdy mieli go za dużo. W ten sposób zarabiałem. Niestety nie był to wystarczający majątek by pójść do szkoły, dlatego starałem się jak najwięcej nauczyć z własnych doświadczeń. Czasem było to bolesne, ale jakże ciekawe…
- Jak to się stało, że do nas dołączyłeś? – odezwał się Tetsu, tym razem spoglądając na odpowiadającego.
- Władzy nie podobało się to, że ludzie wydawali pieniądze, na to co ja rzeźbiłem, dlatego wynieśli mnie na jakieś śnieżne pustkowie, a ja szedłem, aż nie zobaczyłem waszego domu.
- To teraz ja! – krzyknęła uradowana Mako.
- Właściwie to, ile masz lat? – odrzekła Aiko.
- Czternaście. Jeśli wolno spytać to ty ile masz?
- Ja mam siedemnaście – odpowiedziała uśmiechając się przyjaźnie do blondynki. – A o ile jesteś młodsza od swojego brata? – dodała, a jej pytanie było zadane bardziej do Tetsu, by dowiedzieć się jakiego on jest wieku.
Mako niepewnie na nią spojrzała. Nie wiedziała skąd dziewczyna wiedziała kim jest jej rodzeństwo, lecz pomimo to postarała się odpowiedzieć.
- O cztery lata. Tetsu ma osiemnaście – wyjaśniła. – No to teraz został tylko Shiba.
- W takim razie pytajcie się mnie o co chcecie – odpowiedział.
- Jak masz na nazwisko? – Aiko spojrzała na chłopaka nieco zestresowana. – Ale jak nie chcesz to nie odpowiadaj. To może być trochę za osobiste pytanie.
- Nie, nie. Nic się nie stało – zaprzeczył czerwonowłosy. – Nazywam się Goto.
Dziewczyna spojrzała jak wyryta na Shibę i wprost nie mogła się ruszyć. Czuła, że wszystko łączy się w sensowną całość. Kilka jednak faktów się nie zgadzało.
- J-Jesteś moim bratem? Jak?! – spytała jąkając się.
- Od początku wiedziałem, że to ty – odpowiedział spokojnym głosem klepiąc ją po ramieniu.
- Ale Aiko mówiła, że miała matkę do swojej szesnastki, a ty, że zginęła, gdy byłeś mały, więc?... – spytał zdziwiony Haru.
- Właściwie to nie wiem co stało się z moją matką. Kiedy byłem mały porwali mnie i wmówili mi, że zabili moją matkę i siostrę, więc naiwny im uwierzyłem, a nie miałem zbytnio powodu by to zrobić…Ale tak czy siak teraz już nie żyje. – zakończył ostro.
- Nie. To nie jest pewne! – Aiko starała się powrócić optymistyczną aurę wokół. – Może to ona strzeliła? – starała się wymyślić coś by pocieszyć resztę, która nagle posmutniała i zwróciła głowę ku ziemi.
- Żartujesz? Ona nigdy by nikogo nie zabiła. Zresztą jakby miała pokonać tego kogoś? – Shiba ściszył głos. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że tylko ona chce teraz sprawić by wokół było wesoło. Ale teraz inni po prostu musieli posmutnieć. W tym czasie chcieli wyżalić się z wszystkiego co ich niemiłego spotkało. U każdego z nich w życiu przewijał się motyw utraty bliskich. Także Aiko pochyliła głowę do dołu. Kap kap. Na ziemię spadły dwie krople, które przed chwilą były jeszcze w oczach dziewczyny.
- Ja… - za nim się zorientowała zrobiła się cała czerwona od płaczu. - …Przepraszam… Przepraszam, że nie obroniłam wtedy mamy… - Cała przyjemna atmosfera stała się im teraz strasznie odległa i niemal nieosiągalna.
- Nie masz za co przepraszać – odrzekł Shiba. – Jak znam życie nie umiałabyś zabić człowieka. I… - na chwilę przerwał jakby słowa nie umiały wyjść z jego ust. – I to dobrze, że przynajmniej ty przeżyłaś. – Aiko powoli podniosła ku niemu głowę i oparła ją o jego ramię. Nie była wstanie nic powiedzieć, a nawet jeśli mogłaby to nie wiedziałaby co mówić. Postanowiła więc po prostu przytulić się do chłopaka, i tym gestem wyrazić swą tęsknotę.
- Cieszę się, że tu jesteś – oznajmiła i uśmiechnęła się do siebie. Gdy zbliżyła swoją twarz do czarnej koszuli czerwonowłosego chłopaka wyczuła zapach jej domu. Wpadła w nostalgię i melancholię. Zamknęła oczy i poczuła się, jakby znowu była w domu. Przypomniały jej się miłe chwile z tamtego czasu. To właśnie w jej dawnym domu czuła się tylko bezpiecznie. Ale wcale nie chciała tam wrócić. Wiedziała, że to nic by nie dało. A zresztą była ciekawa swojej przyszłości. Od razu polubiła członków rebeliantów i miała nadzieję, że oni ją także. Nie tylko dla niej był to ważny dzień. Także inni poczuli się pierwszy raz naprawdę szczęśliwi. Byli szczęśliwi, gdyż teraz wiedzieli, że mają siebie, i że zawsze będą mogli na sobie polegać.


Głośny dźwięk dobiegający z zewnątrz poderwał Tetsu na nogi. Chłopak poczuł, że to nie wróży niczego dobrego. Inni także zdziwieni i zaniepokojeni rozejrzeli się po pokoju i wstali.
- Co to? – spytała wystraszona Mako łapiąc się swetra czarnowłosego chłopaka. Dziewczyna, czy raczej dziewczynka wyglądała przy nim bardzo dziecinnie, a jej urok sprawiał, że można by pomyśleć, że Mako ma siedem lat.
- Pójdę to sprawdzić – odezwał się stanowczym głosem Shiba po czym podszedł do drzwi zakładając na siebie puchowe ubranie. Gdy wyszedł nastąpiła chwila, w której każdy chciałby żeby chłopak jak najszybciej wrócił rebelianci nie wytrzymali i sami poszli sprawdzić co to.
- Załóż jeszcze szalik – polecił Haruhiko widząc, że Aiko chce już wyjść. – Nie chciałbym, żebyś się przeziębiła. Dziewczyna nieśmiało się uśmiechnęła i sięgnęła po swój czarny szalik. Wszyscy wyszli i pośpiesznie się rozejrzeli. Pomimo, że to „coś” nadal hałasowało, to oni nie zauważyli niczego nie zwykłego. Mako spojrzała w górę, by właśnie powiedzieć Tetsu, że jest zimno i chciałaby już wrócić do środka, gdy zobaczyła wielki, szary obiekt na niebie.
- Tetsu! Patrz! – krzyknęła unosząc palec w górę. Rebelianci stanęli jak wyryci.
- Brawo, Haruhiko – powiedział nagle znajomy głos. Shiba podszedł do chłopaka i poklepał go po ramieniu. – Miałeś rację, znaleźli nas. – Na jego twarzy pojawił się wymuszony uśmiech, gdy, jak wszyscy spojrzał w górę.
 

 
Natomiast Rika, która nie mogła się doczekać dzisiejszego wieczoru zaczęła powiadamiać o nim wszystkich.
- Super! Dawno nie mieliśmy okazji, żeby się gdzieś razem spotkać, bo każdy był zajęty, albo takiego udawał! – ucieszyła się Mako. Wręcz podskoczyła z radości, a jej włosy dosięgające jej prawie do ramion, razem z nią. Blondynka szybko je sobie poprawiła, gdyż wpadły jej na twarz. – Ale naprawdę wszyscy przyjdą?
- Tak! – przytaknęła. – A przynajmniej mam taką nadzieję. Tetsu na pewno przyjdzie, bo jest bardzo towarzyski, ty też i ja, Aiko również na pewno przyjdzie, Shiba może ulegnie naszym prośbą, tak samo jak Haru.
- Ale będzie ciekawie! – pisnęła równie podekscytowana jak Rika, Mako. – Powiedziałaś już o tym Tetsu?
- Jeszcze nie. Zrobisz to ze mną? – spytała miło.
- Oczywiście! – Kiwnęła głową i razem z szatynką pobiegły do brata blondynki.



- Dobrze się tu orientujesz! – przyznała Aiko. – Jestem pewna, że… - Dziewczyna skierowała niepewne spojrzenie na Haruhiko, i poruszyła ustami jakby pytała się „Co się stało?”. Chłopak kiwnął głową w stronę czarnego obiektu, który wyglądał na metalowy. Aiko nawet nie zdążyła zapytać co to.
- To nowoczesny sprzęt, który stworzono by nas znaleźć. Nie wydaje mi się, żeby potrafił nas usłyszeć, gdy szepczemy, ale zachowaj ostrożność – wyjaśnił i wyjął ze swojego płaszcza coś między karabinem, a pistoletem. Wycelował i strzelił. – Pomyślą, że śnieżyca zepsuła. Miejmy taką nadzieję – pośpiesznie powiedział i chwycił brunetkę za rękę. – Ale lepiej idźmy, może tu być więcej tego złomu – odrzekł i szybkim krokiem zmierzał ku domu trzymając jednocześnie dziewczynę. Ta jednak nie śmiała zapytać o nic więcej, i chociaż, że chciała jeszcze tutaj pozwiedzać, to wiedziała, że teraz nawet przy Haru nie będzie bezpieczna.
- Podejrzewają, że tu jesteśmy – powiedział jasnowłosy zamykając głośno drzwi. Kopnął w ścianę, by rozładować złość.
- Jak to? To nie możliwe! – odezwała się zaniepokojona Mako, która wparowała do holu.
- Co raz więcej przysyłają nam tutaj tego! – krzyknął. – Myślisz, że czemu to robią?! – Haruhiko był bliski pobicia Mako.
- Spokojnie, twój gniew na razie się nie przyda – skomentował Shiba wychodząc zza rogu. Spojrzał się srogo na chłopaka próbując dać mu do zrozumienia, że nie muszą się niczego bać.
- Coraz więcej jest tu tego rupiecia. Nie uważasz to za dziwne?! – Haru z wielkim gniewem popatrzył się na chłopaka. – Chyba nie wiesz co to oznacza.
- To opuszczone miejsce, a przynajmniej tak myślą Tropiciele!
- Tak powinni myśleć, ale już się domyślili, ze tak nie jest! – dziewiętnastolatek ucieszył się w duchu, że wreszcie czuje się równy Shibie. Wreszcie umiał się mu sprzeciwić. Nie mógł dłużej znosić tego, że nawet on go nie szanował.
- Cicho, Haru! – rozkazał wódz. – Pamiętaj, że mogę ci już nie pomagać.
- Ja tylko stwierdzam fakt! – oburzył się Haruhiko, który nie tracił zapału.
Shiba chwycił go mocno za ucho i pociągnął do swojego pokoju. Zamknął za sobą drzwi i zwrócił się do chłopaka:
- Co ty odwalasz?!
- Informuje was o zagrożeniu, jakie naprawdę istnieje! Dlaczego nie chcesz mi uwierzyć?!
Czerwonowłosy chłopak usiadł na krześle plecami do Haru.
- Bo… Hm… - zamyślił się. – Trudno mi uwierzyć, że kryjówka mojego ojca poniosła klęskę, i… Nie chcę stresować innych… Wiesz, że to nie pomaga.
- Nie musisz się o nic martwić. Jesteś wodzem wspaniałej drużyny, masz ludzi, którzy nie przestraszą się takiego zagrożenia! – Haruhiko próbował pocieszyć dwudziestopięciolatka.
- Ale… Mako jest za mała… - próbował znaleźć wymówkę, ale tak naprawdę martwił się o chłopaka. Wiedział, że taka sama pewność siebie zabiła jego ojca i nie chciał powtórzyć tej traumy.
- Nie umrze. Dopilnuję, by nikt na mojej warcie nie zginął.
Gdy Shiba lekko zawiedziony spojrzał na białowłosego chłopaka ten uśmiechnął się do niego.
 

 
- GŁUPEK! – krzyknął w myślach sam do siebie Shiba oraz jednocześnie Haru. – Nie przygotowałeś czegokolwiek do spania dla Aiko, a ona sama zniknęła!
Była 7. O tej godzinie każdy z nich powinien się punktualnie obudzić i przygotować do dnia. Ale teraz nikt się tym za bardzo nie przejął. Każdy w piżamach przyglądał się Haru leżącemu w łóżku, który tak samo jak oni martwili się o dziewczynę, która zniknęła. Nikt nie zwrócił w ogóle uwagi na Kairo skaczącego po wszystkim, albo po prostu inni starali się to ignorować.
- A co jeśli to jednak szpieg i zwiała by przekazać informacje o naszym położeniu i liczebności? – straszna myśl przeszła po Shibie. Stanął jak wyryty i nagle zaczął się wyżywać na Haru.
- Gdzie ty miałeś głowę?! – krzyknął na niego i dał mu z liścia.
- Au! – wydał z siebie okrzyk bólu. – Oczy same zaczęły mi się zamykać, i zanim zorientowałem się o co chodzi usnąłem, to nie moja wina!
Czerwonowłosy dwudziestopięciolatek spojrzał srogo na chłopaka.
- I tak mogłeś być bardziej uważnym i chociaż pamiętać o tym, by przygotować jej cokolwiek, gdzie mogłaby usnąć – wyszeptał groźnie do Haru.
- Chłopaki, nie chcę wam przeszkadzać w kłóceniu się, ale Aiko śpi na kanapie w salonie – odezwała się cicho Mako.
- Tym razem ci się upiekło – skończył Shiba i wrócił do porannych zajęć, tak samo jak i reszta.
Haruhiko uśmiechnął się do siebie i dodał w myślach „Wiedziałem, że tak po prostu nie znikniesz”. On także wstał i wziął z szafy przygotowany przez Rikę komplet ubrań. Dziewczyna bowiem zajmowała się praniem ich oraz codziennym dawaniem każdemu po stroju. Przez to musiała wstawać wcześniej, lecz jakoś to znosiła, bo Shiba nie zamierzał nic z tym zrobić. Pogłaskał równie zadowolonego jak on, swojego wilka, i powędrował do łazienki nadal wesoły. Pomimo, że jego przywódca tak go pobił, oraz na niego nakrzyczał Haruhiko nadal się cieszył, bo wiedział, że z Aiko każdy jego dzień będzie lepszy.
- Ale gdyby tak się zastanowić… Czy ja w ogóle znaczę coś dla pozostałych członków tej ekipy? – pomyślał. – Shiba ciągle jest na mnie zły i traktuje mnie srogo, Rika nazywa mnie idiotą, ponieważ twierdzi, że powinienem dokładniej czesać włosy, bo ciągle są rozczochrane, Tetsu natomiast twierdzi, że jestem za sztywny i wreszcie powinienem zrobić coś szalonego… A wilki? Czy nie jesteś ciekawe, że przyjaźnię się z tymi stworzeniami, które uznane są za straszne? – bardzo lubił czas, w którym rozmyślał, bo często to robił i sprawiało mu to przyjemność. – No a Meko nie ma dla mnie czasu i prawie się do mnie nie odzywa. To moja szansa. Szansa na pierwsze zaprzyjaźnienie się z człowiekiem. Muszę się postarać, żeby naprawdę mnie polubiła i mogła na mnie polegać – postanowił i przejrzał się w lustrze. – Chyba nie wyglądam tak, źle, prawda? – zapytał się sam siebie. Ściągnął koszulkę od pidżamy, gdy nagle ktoś otworzył drzwi i odezwał się.
- Nie, wyglądasz potwornie – oceniła Rika i zamknęła za sobą drzwi. Bez jakiego kolwiek uczucia spojrzała na Haru nie krępując się.
- Co ty robisz?! – zapytał z oburzeniem. – Nie widzisz, że się przebieram?!
- Widzę, nie jestem ślepa. Ale sam chciałeś wyglądać dobrze…
- Tak, ale nie prosiłem, żebyś tu właziła! – odezwał się nadal zły.
- Jestem od tego specem, a samo robienie tego sprawia mi przyjemność, więc chcąc nie chcąc pomogę i tobie. Czy tego chcesz czy nie – ostro powiedziała i klepnęła go w plecy. – Wyprostuj się!
Chłopak posłusznie zrobił co kazała szatynka. Śmiesznie było patrzeć, jak nieco niższego wzrostu niż normalne dziewczyny Riko, która rozkazywała wysokiemu Haruhiko, który był bliski dotknięcia niskiego sufitu, który był w łazience.
- A po za tym ubierz coś na siebie, nie będę się na ciebie patrzeć, gdy jesteś do połowy nagi.
- I będziesz przy tym jak będę się rozbierać?! – krzyknął jeszcze bardziej zdenerwowany.
- To chyba oczywiste, że nie! ZBOCZENIEC! – krzyknęła zatrzaskując drzwi.

Aiko powoli otworzyła oczy i ziewnęła.
- Jeszcze nie poznałam wszystkich dokładnie. Chciałabym poznać bardziej pozostałych! – pomyślała i wstała z kanapy. Rozejrzała się po małym salonie. Urządzony był dość skromnie, ponieważ budżet nie za bardzo pozwalał na wszystko co by chcieli. Lampa zwisała z sufitu i niekiedy zdawało się, że za chwilę odczepi się od niego i runie w dół.
Shiba wyszedł właśnie z kuchni i przywitał się z Aiko.
- Cześć! – odpowiedziała dziewczyna. – To ty wszystkimi dowodzisz?
- Tak to ja jestem tu wodzem. Miło cię poznać, Shiba – odrzekł ciepłym głosem i podał jej rękę, którą Aiko uścisnęła.
- Aiko – przedstawiła się. – Przepraszam, ale czy nie macie tu jakiś ubrań, na które mogłabym zmienić swój obecny strój.
- J-Jasne… Możesz się zapytać Riki czy coś ci pożyczy, wydaje mi się, że jesteście w tym samym wieku…
- Dobrze, a gdzie teraz jest?
- Powinna być w swoim pokoju, tym tutaj po prawej – wskazał ręką. – A obok drzwi jej pokoju, po lewej stronie jest łazienka.
- Dziękuje – dodała i podbiegła do jej pokoju. Zaciekawiona otworzyła drzwi, jednak, gdy się rozejrzała, w turkusowym pokoju nikogo nie było.
- Może jest w łazience. Pójdę to sprawdzić – postanowiła i zapukała do drewnianych drzwi łazienki.
- Jest tu Rika? – spytała.
- T-Tak – odpowiedziała niepewnie szatynka.
- Mogę wejść?
- Daj mi tylko chwilę! – powiedziała, a z pokoju udało się usłyszeć jakieś szepty, oraz ponaglania. – Wchodź!
Brunetka otworzyła drzwi. Nic jak na razie jej nie zdziwiło. Oprócz tego, że prysznic był zasłoniony zasłoną, ponieważ pomyślała, że skoro nikogo w nim nie ma to mogłaby być otwarta, jednak pomyślała, że to po prostu zależy od tego jak kto woli ją zostawiać – zasłoniętą lub odsłoniętą.
Jednak, gdy się jej bardziej przyjrzała zauważyła, że w środku chyba coś się porusza.
- To co chciałaś zrobić? – zapytała Rika nieco nakazując, by Aiko nie patrzyła się zbytnio na prysznic.
- Coś tam się rusza, pójdę sprawdzić co to… - powiedziała i ruszyła w stronę prysznicu.
- To nic takiego. To jest… nasz nowoczesny wynalazek! – Szatynka znalazła wymówkę, lecz pomimo tego dziewczyna nadal nalegała.
- Jaki wynalazek? – zapytała nie wierząc Rice.
- To czy-czyszczenie specjalnymi metodami! Na razie to testujemy…
- W takim razie chcę to zobaczyć! – odrzekła nie uległa wypowiedziami dziewczyny Aiko.
- Nie możesz!
- Dlaczego niby?
- Bo nikt nie może odsłaniać zasłon dopóki nasza maszyna nie skończy czyścić, w przeciwnym razie się zepsuje i będziemy musieli ja długo naprawiać! – nalegała Rika i chwyciła czarnowłosą za rękę próbując jej telepatycznie przekazać, że lepiej, żeby tam nie wchodziła. Jednak było już za późno. Ręka Aiko odsłoniła to co dziewczyna tak bardzo chciała ukryć.
- Nie patrz! – krzyknął wystraszony męski głos. Haruhiko zakrył się koszulką, którą właśnie miał założyć. Niestety nie udało mu się oprócz torsu ukryć też zarumienioną twarz.
- Można prosić o wyjaśnienia?! – oburzyła się Aiko.
- Rika pomagała mi w przygotowaniu się. Nie prosiłem jej o to, ale ona się uparła. Jesteś bardzo zła?
Aiko rozejrzała się dookoła po czym dodała:
- Nie, nie jestem. Ale po prostu… Zdziwiłeś mnie. A teraz to zakładaj! – nakazała przyciskając mocniej koszulkę Haruhiko do jego piersi.
- Okej, okej, rozumiem – powiedział rozbawiony i ubrał białą koszulkę po czym założył na nią zieloną koszulę. – Jest dobrze?
- Nawet nie wiesz jak – odpowiedziała Aiko zachwycona Haru. – A właśnie, Rika, Shiba mówił, że pożyczysz mi ubranie…
- Ok, chodź ze mną, a ja ci je dam – odrzekła i łapiąc dziewczynę za rękę weszła do swojego pokoju, przedtem zamykając drzwi łazienki. Podeszła do dużej, drewnianej szafy, która była niedokładnie pomalowana białą farbą.
- Domyślam się, że jeszcze nie za bardzo nas poznałaś, racja? – zagadnęła szatynka.
- Tak, chciałabym się z wami za poznać, ale jeśli to kłopot nie będę wam zawracać głowy… To nic takiego! – Machnęła ręką, choć tak naprawdę wolałaby poznać osoby, do których dołączyła.
- Żaden problem, wręcz przeciwnie! – ucieszyła się podekscytowana Rika. – Jeszcze dzisiaj wszyscy usiądziemy w salonie i bliżej się poznamy! – kontynuowała i wyjęła strój ze swojej szafy.
- Naprawdę jesteś w stanie zorganizować coś takiego? – niedowierzała Aiko.
- Oczywiście, uwielbiam takie spotkania! – Uśmiechnęła się szeroko do brunetki i podała jej złożone ubranie. – Ale to dopiero wieczorem. Teraz rób co chcesz. Polecam ci pospacerować się po lesie, który jest niedaleko stąd. Ale lepiej pójdź z Haru, zna ten las jak własną kieszeń! – ponownie puściła uśmiech do dziewczyny. Ta lekko zestresowana odwzajemniła gest i poszła z ubraniem pod łazienkę. Zapukała do drzwi i odrzekła:
- Haruhiko, jesteś tam jeszcze?
- Tak, a co? – otworzył drzwi i wyjrzał zza nich.
- Też chciałabym skorzystać z łazienki...
- Jasne, wchodź! - powiedział i wyszedł z pomieszczenia.
- Dzięki! – odpowiedziała i w ostatnim momencie złapała chłopaka za rękę.
- Co się stało? – spytał spoglądając w jej złociste oczy. Jej oczy przypominały mu wschód słońca. Nie mógł się na nie napatrzeć, i gdyby tylko mógł obserwowałby je całymi dniami.
- Oprowadzisz mnie po lesie? – zapytała przyjaźnie.
- Jasne! – odpowiedział i odszedł prawie znikając Aiko, która właśnie zamknęła drzwi, z oczu.
 

 
Rika, która się tym przestraszyła powoli wycofała się wchodząc szybko po schodach do swojego pokoju.
- Shiba, gdzie będzie jej pokój? – zapytał się swojego dowódcy. Czerwonowłosy chłopak zdziwiony starał się coś powiedzieć.
- O-O czym ty m-myślisz?! Nie mamy jeszcze do niej zaufania! – Białowłosy spojrzał błagająco na Shibę. – Przemyślę to, a ty lepiej idź już do pokoju i zostaw tutaj czerwone owoce, które nazbierałeś
Chłopak posłusznie odłożył wiklinowy koszyk, w którym były owoce przypominające kształtem i kolorem grejpfruty, po czym łapiąc Aiko pobiegł do swojego niezbyt dużego pokoju.
- A więc tutaj mieszkam – powiedział otwierając drewniane drzwi. Pokój był pomalowany jasnoniebieską farbą, która w niektórych miejscach była pozdrapywana. W rogu postawione było drewniane łóżko, na którym leżał dodatkowo koc, gdyż niekiedy w nocy bywało zimniej niż zwykle. Haru zdjął czapkę i futrzaną kurtkę i powiesił je na wieszaku, co również zrobiła dziewczyna.
- Przytulnie tu u ciebie – oceniła i usiadła na łóżku, które cicho skrzypnęło.
- Tak, ale byłoby przytulniej, gdyby wreszcie Shiba zgodził się tu wpuścić Kairo, bo tylko gdy zostawiam go samego to zaczyna wyć pod drzwiami… - odrzekł. – Ale on tylko mówi, że ten „pies” wszystko zabrudzi i poniszczy, ale Kairo jest wytresowanym wilkiem i wie jak się zachować, więc powinien pozwolić na przyjęcie go. Tym bardziej, że zgodziłem się na te uszy…
- HARUHIKO! – zawołał jakiś rozzłoszczony głos.
- Co się stało? – zapytał otwierając drzwi od pokoju.
- Twój pies znowu wyje i nie mogę się skupić! – krzyknął Tetsu.
- To go wpuść… - powiedział lekko zirytowany, nie sądząc, ze chłopak to zrobi.
- Świetny pomysł! – Wyszczerzył zęby do jasnowłosego chłopaka i wpuścił Kairo, który szczęśliwy podbiegł do Haru.
- Tetsu! Miałeś go nie wpuszczać! – wściekł się Shiba, ale Haruhiko już w to nie wnikał, bo właśnie zamknął drzwi pokoju, w którym byli Aiko i jego wilk.
- Kario! Wiedziałem, że kiedyś cię wpuszczą! – zwrócił się szczęśliwy do swojego zwierzęcia. – Tu przygotowałem ci posłanie, a tu miskę z wodą, a tam z mięsem… - pokazał wszystko wilku.
- Jesteś słodki, kiedy się cieszysz – dodała Aiko po części, żeby go zirytować, a po części dla tego, że cieszyła się, że Haru jest uśmiechnięty.
- Ej, bez takich! – powiedział rozbawiony.
- Zakażesz mi? – zapytała chichocząc.
- A żebyś wiedziała, że… - spojrzał się jej prosto w oczy. - …nie - roześmiał się.
Jednak pomimo, że ta dwójka była bardzo szczęśliwa, to jednak reszta nie do końca, Shiba dla tego, że nie wiedział co sądzić o Aiko, i dlatego, że był zły wpuszczeniem Kairo do mieszkania, Rika tym, że nowa to nie był wcale chłopak, Tetsu tym, że nie miał czasu poznać nowej osoby, a Mako tym, że była nieśmiała przy Aiko.
Przywódca wrócił do swojego przestrzennego pokoju. Był pomalowany czarną farbą tablicową, ponieważ Shiba lubił notować na ścianach różne rzeczy, a uważa, że gdyby zapisywał je na przykład w zeszycie to po prostu mógłby o nich zapomnieć, a tak to widział je kiedy wchodził do pomieszczenia.
- I co tu zrobić? – powiedział cicho do siebie. Przez Aiko wpadł w nie małe zakłopotanie. Nie wiedział czy jest ich sojusznikiem. Jeżeli jest to i tak nie wiedział gdzie mogłaby mieć swój pokój, albo przynajmniej gdzie mogłaby spać.
- Pytanie, jak sprawdzić czy naprawdę jest rebeliantem? – pomyślał. – Czy powinienem zdać się na Haru i uwierzyć mu, że ta dziewczyna na pewno nie współpracuje z naszym wrogiem?
Spojrzał na leżącą na taborecie czapkę. Małą, wełnianą czapkę. To w nią był ubrany Haruhiko, gdy go poznał. Shiba był wtedy w wieku 14 lat, a jasnowłosy chłopiec miał zaledwie 8. Młody wódz nie był za bardzo wyszkolony w swoim „zawodzie”, więc bez wahania przyjął Haru do ich ekipy. Co prawda Shiba w bardzo młodym wieku zaczął się buntować, ale bardzo chciał zostać rebeliantem, jak kiedyś jego ojciec, który zginął właśnie na bitwie o Tantone. Zamieszkał w jego starym domu, w którym ledwo znalazło się miejsce na ośmiolatka. W tym czasie dużo przychodził do Shiby ponieważ był mocno wystraszony, i do niego miał zaufanie. Z tego co przywódca zrozumiał od zawsze był sam, ale tylko, gdy usłyszał o nim i jego grupie chciał do nich dołączyć. Shiba nie wiedział jakim sposobem Haru dotarł aż tak daleko, lecz postanowił go nie pytać. Uważał go za lekko dziwnego, też przez to jaką więź cenił do wilków.
- Od tego czasu strasznie wyrósł – zamyślił się. – Pomimo, że jest najmłodszy jest najwyższy z nas wszystkich. – Już prawie miał płakać, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
- Co ja robię?! Postanowiłem przecież nie przywiązywać się do ludzi, bo przez to będę jeszcze bardziej cierpiał! – To przez jego rodzinę. Rodzeństwa nie miał, matka zginęła przy porodzie, a ojciec walcząc. I właśnie przez to, że się do nich przywiązał tak bardzo cierpiał, więc postanowił sobie „nigdy więcej!”. Zależało mu teraz tylko na przetrwaniu i ucieczce do innego kraju. Potem właściwie nie wiedział co się stanie. Twierdził, że wtedy wszystko się odmieni, rozpocznie nowe, lepsze życie.
- No już! Skup się na tym co ważne! – rozkazał sobie. – W takim razie, czy uwierzyć przeczuciom Haru?
Ostatecznie postanowił się zgodzić, pomimo, że nie ufał mu przez jego odmienność.
- Jeszcze nigdy z żadnym człowiekiem się tak nie zaprzyjaźnił. To nie może być ktoś zły.
 

 
Ledwo słyszalny dźwięk pukania usłyszeli chyba wszyscy z mieszkających w tym mieszkaniu. Tetsu poderwał się i natychmiast otworzył drzwi. Zobaczył postać, której usta i nos zasłonięte były czarnym szalikiem, ubrana była w nieco za cienką kurtkę jak na ten klimat. Miała czarne włosy, do połowy szyi, oraz grzywkę, która częściowa zasłaniała czoło. Jednak chłopak największą uwagę zwrócił na oczy. Na piękne, żółte oczy. Pośpiesznie zamknął za postacią drzwi podekscytowany.
- SHIBA! MAKO! RIKA! Przywitajcie się z kimś! – krzyknął i uśmiechnął się. Donośne tupanie, które towarzyszyło schodzeniu ze schodów usłyszeli niemal natychmiast.
- Kto to? – spytała niepewnie Mako spoglądając zza Tetsu. Była o wiele niższa od niego. Miała blond włosy, kończące się razem z szyją. Popatrzyła się z zaciekawieniem na nowo poznaną osobę.
- Tetsu, mówiłem ci, że nie każdy jest naszym przyjacielem! - krzyknął rozgniewany Shiba. I niemal go nie walnął. W ostatniej bowiem chwili zdecydował się tego nie robić.
- Miło mi cię poznać – powiedział i podał rękę do postaci, która stała w drzwiach. Niespodziewanie czarnowłosy człowiek zemdlał. Testu spojrzał niepewnie na postać leżącą na jego stopach.
- Zanieście go na kanapę, tą koło kominka – rozkazał pewnie czerwono włosy Shiba, który był przywódcą ich grupy. Testu posłusznie zaniósł postać na zieloną kanapę, która była w salonie, który rozpoczynał się od holu. Rika z zaciekawieniem cały czas wpatrywała się na złotooką postać. Poprawiła swoje włosy i ponownie zaczęła robić to co robiła. Gdy lekko się przybliżyła zauważyła, że tajemnicza postać się obudziła.
- Witaj, ja jestem Rika, a ty? – zapytała się przyjaźnie. Była z niej wielka flirciara, więc pewne było, że od razu zacznie dialog z jej „wymarzonym chłopakiem”.
- A-Aiko – Głos Aiko przypominał głos małego chłopca, co brązowowłosa dziewczyna uważała za kawaii*.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Japońskie słowo oznaczające coś uroczego
Drzwi otworzyły się wydawając z siebie skrzyp. Do mieszkania wszedł białowłosy, wysoki chłopak.
- Kto to? – odezwał się. Po zdjęciu czapki odsłonił „swoje” uszy. Miał na sobie opaskę z uszami, które wyglądały bardzo realistycznie. Co prawda był przeciwny temu, żeby to nosił, ponieważ był to pomysł Tetsu, z którym wiele się kłócił, a do tego nie zbyt podobało mu się, gdy koledzy poniżali go mówiąc mu jaki jest w tym słodki, lecz jednak wiedział, że sam sobie nie da rady.
To Akio! – pisnęła podekscytowana Rika. Do salonu weszła Mako z Tetsu.
- Obudził się? – zapytała blond włosa dziewczynka.
- Tak! – szepnęła w stronę Mako. Niepewny i przestraszony wzrok Aiko przeszedł przez każdego. Mimo to oni nie tracili śmiałości.
- Haru – powiedział czarnowłosy Testu i szturchnął lekko białowłosego chłopaka. – Może weźmiesz Aiko na te swoje „polowania”, żeby sprawdzić czy coś umie, co?
Haruhiko spojrzał srogo na chłopaka. Niezbyt lubił poznawać nowych ludzi, po części dla tego, że im nie ufał. Wystarczało mu jego towarzystwo, a właściwie wolał być razem ze swoimi przyjaciółmi, wilkami. Poza tym nie cierpiał, gdy Tetsu mówił na to „polowania”, gdyż właściwie było to zwykłe zbieranie martwych zwierząt, która zabiły wilki oraz zbieranie czerwonych owoców, które wbrew pogodzie przeżywały. A nie lubił, ponieważ jako jedyny z ich grupy nie umiał zabić zwierzęcia, w ogóle nikogo zabić.
- Haru… - odezwał się pewnie Shiba. - …Tym razem zrobię wyjątek i cię o to poproszę…
Jasnowłosy niechętnie złapał Aiko za rękę i pociągnął do drzwi. Również Rika była tym zawiedziona, gdyż chciała się bardziej poznać z czarnowłosym przybyszem.
Haruhiko otworzył drzwi i poszedł w stronę zachodu, a Aiko za nim.
- No więc… Może opowiesz mi coś o sobie? – odrzekł Haru zrezygnowany i założył czapkę.
- Eee… No więc… Jestem Aiko, i gdy tylko dowiedział… - Białowłosy nic mówiąc mocno chwycił Aiko i pobiegł. Mimo zdziwienia Haru nie usłyszał nic od złotookiej postaci, która starała się nadążyć za chłopakiem.
- Niech zgadnę… Chciałeś się sprzeciwić Tantone, od kiedy poznałeś prawdę, co? - zapytał się Haruhiko powoli tracąc nieśmiałość, po czym się zatrzymał.
- T-Tak, ale widzisz, ja… - Ponownie Haru przerwał Aiko. – …Nie wiedziałeś jak to zrobić?
- Po części tak, lecz musisz wiedzieć, że… - Cierpliwość czarnowłosego przybysza powoli się kończyła po tym jak jasnowłosy przerwał trzeci raz. - …Nie dali ci uciec?
- Tak, ale… - Ręka Aiko niemal nie uderzyła o twarz Haru. - …Ja… JESTEM DZIEWCZYNĄ! – krzyknęła tak głośno jak tylko umiała.
- Yyy… P-Przepraszam… - Haru cofnął się lekko.
- Dlaczego wszyscy wzięliście mnie za chłopaka?... – zapytała się zwieszając głowę.
- Masz krótkie włosy, chłopięcy głos i ma… - Haru nawet nie musiał dokończać, bo rozzłoszczona twarz dziewczyny mówiła za siebie. – Ale dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?
- No bo… Zastanawiałam się czy opłaci mi się to powiedzieć…
- Rozumiem. – odparł i spojrzał na Aiko lekko się uśmiechając. – Mimo wszystko myślałem, że wreszcie znajdę sobie kolegę, ale…
- Oj już nie przesadzaj! – powiedziała lekko rozbawiona. – Na pewno masz jakiegoś przyjaciela!
- No właśnie nie, chyba, że nie mówisz o człowieku… Shiba nigdy nie zwraca na mnie zbytniej uwagi, a Tetsu to wręcz moje przeciwieństwo.
- A tamte dziewczyny? Nie możesz się z nimi zaprzyjaźnić?
- Rika jest nie w moim typie, a Mako jest siostrą Tetsu, i to z nim spędza najwięcej czasu…
- Więc z nikim nie spędzasz swojego dnia? – Posiadaczka czarnych włosów lekko się zmartwiła.
- Tak nie można powiedzieć – uśmiechnął się. – Mam wilki – powiedział i zawył głośno, niemal jak te zwierzęta przypominające nieco psy, o których Aiko tylko słyszała. Do jego nogi podbiegł śnieżnobiały wilk.
- Aiko poznaj Kairo – pogłaskał zwierzę, które chwilę potem przyjaźnie obwąchała dziewczynę.
- Jest cudowny! – pisnęła z podziwu i lekko niepewnie pogłaskała Kairo. – To dlatego masz na sobie uszy?
- Tak, ale od razu mówię, że to nie był mój pomysł! – odpowiedział i się zaśmiał. – Może z tobą się zaprzyjaźnię, co?
- No wiem, muszę pomyśleć – odrzekła i również się zaśmiała. – Tak, zostańmy przyjaciółmi!
Tak świetnie się bawili, że Haruhiko zapomniał, że Aiko nie zna wcale od dawna i, że może być tylko szpiegiem. Nagle Haru nieco spoważniał.
- A co z innymi, oni też mają poznać prawdę? – zapytał się.
- Lepiej tak, nie chcę, żeby jeśli się o tym później dowiedzieli uznali nas za kłamców. – Usiedli na śniegu i zrywali czerwone owoce, raz żeby po prostu je zjeść, a raz do koszyka, dla innych.
- A co z polowaniem? – zapytała się dziewczyna spoglądając białowłosemu w oczy. Miał bowiem śliczne, niebieskie włosy.
- To jest właśnie to, co Tetsu nazywa „polowaniem”. Nie zamierzam nigdy nikogo zabić.
- Dobry z ciebie chłopak – powiedziała i poklepała go po ramieniu.
- A właśnie… Domyślam się, że żółty nie jest twoim prawdziwym kolorem tęczówek, więc co stało się z twoimi oczami?
- W mieście, w którym mieszkałam… – zaczęła ponuro. - … Tak jak we wszystkich miastach panowały ostre zasady, i kiedyś popełniłam nieświadomie „przestępstwo”. Zaśmiałam się z nazwy jednej z ulic, tak jak inni z mojej klasy, gdy w podstawówce przerabialiśmy temat planu… A za to w Kottcie wsadzało się do komory, w której ze specjalnej maski czerpaliśmy tlen, ponieważ komora napełniała się żółto-złotą cieczą, która strasznie nas piekła, i skutkiem ubocznym było właśnie przebarwienie tęczówek, chociaż, że zamykałam jak najbardziej oczy…
- Ja miałem podobnie… Za podanie listu do mojego kolegi w klasie zostałem pobity biczem…
- Ale to… - chciała się odezwać Aiko.
- Wiem, to niesprawiedliwe. Ty miałaś na pewno mniej bolesną karę, ale tak już było w moim mieście, od chłopców wymagało się więcej… - Nastała smutna cisza. Po czym dziewczyna cicho zapytała:
- Płakałeś?
- Starałem się nie, ale… To był wielki ból… Ale na szczęście… - Uśmiechnął się do czarnowłosej. - …Większego już wcześniej doświadczyłem, więc byłem nieco przygotowany.
Aiko lekko go nie rozumiała, sama nie potrafiłaby cieszyć się z czegoś bolesnego, jednak wcale nie pytała, jak może tak robić.
- Przepraszam, że pytam cię o tak dużo, ale co się stało?
- Zostałem sierotą… - Dziewczyna ze zrozumieniem przytuliła się do chłopaka. Ucieszył się na to, gdyż pierwszy raz poczuł ludzkie ciepło, które wypełniło go całego. - Dziękuje, że się chociaż trochę mną interesujesz… - odparł.
- Ale i tak przeproszę – szepnęła z trudem powstrzymując płacz. – Za to, że nie mogę ci pomóc.
- Już wystarczająco pomogłaś – powiedział i się uśmiechnął. I on nie był w stanie powstrzymać płaczu. I po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Jednak to były łzy szczęścia, ponieważ nigdy nie poznał kogoś takiego, kto był mu wstanie aż tak pomóc. – Po prostu… Dziękuję. – Nie odzywali się już do siebie, bo nie musieli. Aiko oparła się o ramię Haru i podziwiała zimowy krajobraz. Pomimo, że śnieg padał im w oczy nie zwracali na to uwagi. Byli przejęci tą chwilą, ponieważ dla obu sprawiła wielką przyjemność. Haruhiko, jak i Aiko znalazł wreszcie swojego przyjaciela, który nie był zwierzęciem.

Tymczasem pozostali zniecierpliwieni dyskutowali na kanapie.
- Co oni tam tak długo robią?! – Denerwowała się Rika.
- Miejmy nadzieję, że przypadkiem nie zabija tam Haru…- odparł zamyślony Shiba .
- Jak dla mnie ok, nigdy go nie lubiłem – powiedział uszczęśliwiony Tetsu, po czym dostał kopniaka od Shiby.
- Chyba wiesz, co to by oznaczało – wycedził srogo. – Zaraz po nim będziemy my!
- Aaa! Nie chcę zginąć tak młodo! – krzyknęła Mako.
- Może postaracie się nie panikować? – zapytał znajomy głos. Cała czwórka odruchowo spojrzała na drzwi, które właśnie wydały odgłos trzaśnięcia zamknięte przez Haruhiko.
- Haru! – zawołała uradowana blondynka i uściskała chłopaka.
- Aiko-kun*! – krzyknęła Rika przytulając się do czarnowłosej. Haruhiko odciągnął ją ręką.
- To nie Aiko-kun – powiedział zimno. – Tym bardziej, że prawie się nie znacie.
- W takim razie kto? – spytała zażenowana próbując ponownie uściskać dziewczynę.
- To Aiko-chan*.
- Jak?! – pisnęła onieśmielona ze swojej głupoty, po czym pewnie dodała. – Wiem, że kłamiesz, Haruhiko.
- Nie, to prawda – odpowiedziała Aiko ściągając szalik, który zasłaniał jej twarz. – Jestem dziewczyną – uśmiechnęła się.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
* Końcówka „-kun” jest dodawana do imienia dobrego kolegi, a „-chan” do dobrej koleżanki
 

 

Na gruzach Azji powstało nowe, ogromne państwo, Tantone. Ponieważ reguły tam panujące były bardzo surowe toteż powstała grupa ludzi, która chciała pokonać władców Tantone, jednak nie udało się im to. A burmistrz dowiadując się o tym rozkazał wybyć wszystkich rebeliantów. A ci uciekli na końce dawnej Azji, gdzie panuje wieczna zima, a żyjące tam zwierzęta i rośliny dopasowały się do tego klimatu. Rebelianci chcieli powiedzieć innym krajom o prawdzie, którą skrywa Tantone. Gdyż nie jest to wcale takie piękne miasto jak je malują. Problem w tym, że nie mogli uciec w stronę Europy, ponieważ tam byli by bardzo widoczni i wystarczyłby moment, aż ich złapią, natomiast w tam, gdzie temperatura jest niska, a śniegu jest po kolana mogliby się idealnie ukryć.
Lecz było wiele mało uważnych rebeliantów, którzy zostali wybici przy pierwszej lepszej okazji. I tak zginęło wielu, na których Tantone próbowało coraz to nowsze metody zabijania. I Właśnie dla tego z rebeliantów została tylko garstka osób nie potrafiąca samemu się mu sprzeciwić i mogła jedynie wypłynąć w morze szukając nowego domu, gdyż w takim klimacie trudno było żyć.
Mimo, że dwa lata później o rebeliantach nie było już głośno, to władcy Tantone nadal podejrzewali, że oni gdzieś jeszcze muszą być. I tak było, jednak nikt nie był w stanie określić gdzie są.
Pewnego dnia zobaczyli, że do brzegu, pełnego śniegu i lodu przybył statek. Z początku bali się, że to z Tantone, ale jednak byli to tylko kupcy, którzy zamierzali nazbierać tu towar na sprzedaż. Rebelianci postanowili z nimi handlować przedmiotami, co okazało się dla wszystkich korzystne.
Grupa rebeliantów do dziś przeżyła, częściowo czekając na ruch władców Tantone, jednak minęło już kilkanaście lat od kiedy nic się nie działo.